Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RELACJE

Yestival '98

Krzysztof Kopec


Poniżej przeczytać możecie relację z Yestivalu - ogólnoświatowego zlotu fanów Yes w Camden w stanie New Jersey. Krzysiek Kopec, który nadesłał swoje wrażenia był najprawdopodobniej jedynym Polakiem, który się tam znalazł. Relację uzupełnia kilka zdjęć (z NFTE) oraz skany autografów Steve'a Howe'a.


Yestival zostal zorganizowany w hotelu Hilton. Mozna bylo tam dostac wszystko co mialo cos wspolnego z YES jak probki z ostatniego Howe'a CD-rom, plakaty, koszulki, plyty analogowe, nowe i stare. Bylo tam rowniez 3 malowidla Jona Anderson'a-miedzy innymi byly tam slowa z piosenki "Roudabout", jak rowniez probki z ostatnich CDs. Na poczatku myslalem ze bylo tam okolo 400 osob ale niedawno wyczytalem, ze bylo tam z 1000 ale niesadze zeby sala tyle az pomiescila. Bylo duzo ludzi z roznych stron swiata:Peru, Australia, Argentina, Anglia. Prawdopodobnie bylem jedynym gosciem polskiego pochodzenia.Nawet sie nie nudzilo mi. Tak naprawde to zglosilem sie na ochotnika przy pomaganiu wywieszaniu plakatow ale jakos obeszlo sie bez tego.

Kiedy dotarlem to hotelu, bylo tam ok. 4 osob, w ciagu godziny tlumy sie zwalily. To byla sobota(koncert mial byc o godz. 8:00 w Camden:Blockbuster/Sony Entertainment). Podobno Steve Howe, Chris Squire i Jon Anderson mieli sie pozniej pojawic(Anderson sie nie pojawil i tak, podobno wolal zachowac swoj glos na wieczor, czy cos). Na poczatku Geoff Downes i chyba Peter Banks w padli. Krotkie pytania, no i koniec. Wkrotce Alan Whites i Bill Sherwood wpadli.[Chris i Steve odpowiadają na pytania' Na koncu Steve Howe i Chris Squire wpadli i odrazu poczulem atmosfere calego Yestivalu. No i tak, znowu pytania, odpowiedzi, jedno z nich bylo co zmusilo Steve Howe'a sciac jego wlosy-jego odpowiedzia bylo uwolnil duzo energii i latwiej prysznic brac. Chris Squire nie wydawal jakby go Yestival radowal, gosc prawie caly czas ziewal ale bylo spoko. Szybko sie goscie zmyli i pojechali przygotowac sie na wieczorny koncert. Steve Howe obiecal wpasc rano w niedziele na pogawedke jak rowniez Downes z Banks mieli cos razem zagrac. Z hotelu mialy byc autobusy, ktore mialy wziasc wszystkich na koncert, ktory byl ok 30 minut z tamtad. Ja w tym czasie postanowilem znalezc sobie mieszkanie na noc(hotel byl za drogi takze znalazlem jakichs motel ok. 200 metrow od hotelu), potem wrocilem do hotelu. Jak czekalem na autobus(w barku) popijajac Heineken zauwazylem, ze Geoff Downes siedzi po drugiej stronie i rowniez popijajac cos. Troche zaluje, ze nie znalem "Drama" wczesniej to bym przynajmniej cos do niego powiedzial ale gosc dla mnie byl troche obcy (Nigdy nie siedzialem w "Asia"). Ale spoko. Autobus podjechal. [Howe w czasie koncertu] Spalilem troche numer bo wzialem aparat ze soba no i musialem zostawic kierowcy go bo nie pozwalali robic zdjec. W dali mozna bylo zobaczyc Philadelphia'e City. Scena byla dosyc duza i mnostwo ludzi. Mialem troche szczescia bo dostalem alternatywny bilet, siedzialem w osmym rzedzie, zaraz naprzeciwko Howe'a. Lepiej nie moglo byc. Atmosfera byla super. Byl to tour z nowymi efektami(Surrounding Sounds) takze z roznych stron puszczali te dzwieki z ostatniej plyty, ktora niebyla az tak rewelacyjna jak to promowali. Przed Yes wystapil Alan Parson Project, ktorego nie znalem przedtem, gitarzysta byl nawet spoko momentami ale wszyscy czekali na Yes. Ja w miedzy czasie postanowilem uderzyc na piwo aby sie lepiej sluchalo Yes, oh Yes. Wkrotce wrocilem, znowu ludzi pelno. Yes wpadl. Piosenek bylo mniej niz na poprzednim koncercie z '97, ktory trwal ok. 3 godzin. Znowu grali to co zawsze. Zaliczylem koncert jako w porzadku, poprzedni jakos lepiej przyjalem ale bylo fajnie.

Po koncercie mialem problem z autobusem bo gosc, ktoremu dalem aparat nie pojawil sie no i zaczalem czekac bo gosc powiedzial, ze drugi gosc zaraz podjedzie. Czekalem chyba ok. godziny az do momentu kiedy nikogo naprawde niebylo oprocz 4 limuzyn marki Lincoln (pomyslalem, ze goscie z Yes jada sie przespac do jakiegos hotelu czy cos) ale nie podchodzilem dalej, czekajac wiernie na autobus, ktory w koncu podjechal. Kierowca byl spoko. Tak naprawde nie wiem gdzie bym spal tamtego wieczoru gdyby gosc nie przyjechal. Podjechalem do hotelu, no i poszedlem, niestety do motelu ale bylo spoko, hey kabel byl. Bylo chyba ok.4 rano jak dotarlem do motelu. Steve Howe mial sie pojawic o 9 rano. Ten gosc chyba nigdy nie spi. Fajnie bylo bo obudzilem sie akurat za 20 dziewiata. [Urodzinowy torcik Yes] W sali puszczali jakiechs urywki z koncertow starych. Wkrotce, Steve wpadl.

Zawsze Steve byl dla mnie wielka inspiracja bo tez gram na gitarze jak rowniez dowiedzialem zie cos co mnie uderzylo. Howe urodzil sie 8 kwietnia 1947.... Ja sie urodzilem tez 8 kwietnia ale 1977. Steve zaczal odpowiadac na pytania, ktorych doslownie nie pamietam(wiele glupich) jak rowniez Steve zaczal grac kawalek ze swojej pierwszej plyty "Guitar stole the night" czy cos. Nie wiem jak to uchwycic ale jego glos to raczej nie byl Pavarotti ale bylo spoko. Wtedy dal jakiechs 2 autografy dla jakichs dzieciakow, ktore zostaly wylosowane. Ja zaczalem pstrykac zdjecia no i spalilem numer-nic ze zdjec nie wyszlo. Wkrotce Steve mowi dowidzenia. Myslalem, ze gosc bedzie dawal autografy dla wszystkich ale jakochs nie bardzo. Doszedlem do wniosku, ze wszystko jest w 4 litery no postanowilem uderzyc to Burger King aby cos zjesc. Jak przechodzilem przez ulice, tuz zaraz przy wyjsciu z hotelu----stary bialy mercedez nadjechal jakby mnie chcial przejechac. Mialem juz rzucic haslo"hey, slepy jestes!!!", a ja sie obracam a tam Steve Howe jako pasazer macha mi reka, zebym zszedl z drogi bo im blokuje droge. Zamarzlem. Z boku 3 dzieciaki rozpoznaly Howe'a...ja dalej stoje jak slup. Wkoncu doszlo do mnie, ze to jest jedyna szansa w zyciu aby dostac autograf. Wczesniej kupilem zdjecie i analog (Yessongs-ktory jeszcze byla przed seryjna produkcja) no i Steve dal mi znac, ze mi podpisze. Jak tak stalem to rzucilem haslo, ze pochadze z tego samego miesiaca i dnia. Inne dzieciaki rzucaly swoje hasla jak"Kocham cie, jestes najlepszy i te jazzy". No i gosc odjechal. Wszystko sie stalo w ciagu minuty, moze mniej. W sumie mam 2 originalne autografy Steve Howe'a. Ogolnie to dobre wspomnienia.




A oto wspomniane autografy:

[Okładka Yesshows]
[Zdjęcie Steve'a]


Na Yesomanii od 3 kwietnia 1999.
Ostatnia aktualizacja: 4 października 1999.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd