Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RELACJE

Yes na Torwarze - relacja Witka

Witold Czuszyński
Yesomania


From: Witold Czuszyński (wcz@FREE.MED.PL)
Subject: Koncert

Nie będę opisywał - byliście - widzieliście, słyszeliście. Krótko
podzielę się wrażeniami, ale najpierw...

No właśnie. Jak już wam mówiłem byłem z moim synem w Bristolu w czasie
gdy zespół udzielał wywiadu stacjom telewizyjnym. Nie spodziewałem się
że będę tak blisko, w bezpośrednim kontakcie z każdym z Yesmanów! Cały
czas wydaje mi się że to był sen! Ba! W trakcie tego spotkania miałem
silne poczucie nierealności tego wszystkiego! Być blisko tych idoli
których się prawie adoruje od ćwerćwiecza, którzy byli zawsze jakimiś
mitycznymi, odległymi herosami! Robert podał że miało się wszystko
zacząć o 15:00 a tymczasem spotkanie zostało przesunięte o godzinę.
Jednak zostaliśmy, licząc na to, że chociaż przez chwilę ich zobaczymy.
Warto było! Przez ten czas miałem okazję przyjrzeć się i posłuchać jak
pracują ludzie z ekip telewizyjnych i agencji. Była tam jedna kobita -
podejrzewam że z AA - która organizowała te spotkania dla TV. Bardzo się
martwiła że Jon zapowiedział że nie przyjdzie bo się źle czuje, była zła
bo na nim jej najbardziej zależało. Jednak po chwili okazało się że
będzie, lecz nie będzie dużo, albo wcale mówił. Wszystko było
przygotowane w dwóch małych pokojach - oprócz ekip TV (TVP1, Polsat,
TVN), tej kobiety z jej ludźmi i - jak mniemam - przedstawiciela
managmentu zespołu - byliśmy tylko my! Bardzo kameralnie. Ja byłem cały
przejęty, nie wiedziałem czy nas zaraz nie wywalą, ale nikt specjalnie
się nami nie interesował. W końcu podszdłem do jednego gościa i
powiedziałem że jestem z fanklubu i zapytałem czy można być w pokoju
podczas robienia wywiadów, na co on się zdziwił i powiedział że nie, że
nawet on tam nie będzie mógł być. Jednak my czekaliśmy ciepliwie. W
końcu około godz. 16:00 przyszedł Steve! Wow!!! przeszedł od nas jakieś
5 metrów i wszedł do jednego z pokoi gdzie udzielał wywiadu chyba
jedynce. Po 15 minutach przeszedł do drugiej salki gdzie czekały
następne ekipy. I tu niespodzianka - nie zamknięto od razu drzwi wobec
czego ja wszedłem tam i patrząc na niego swobodnie przez ponad 5 minut
przysłuchiwałem się rozmowie. Pytano go m.in. o wrażenia z koncertu w
Katowicach. Chwalił, że było dużo owacji, jednak on tak dobrze nigdy nie
pamięta takich rzeczy, gdyż gra podczas koncertu wymaga dużej
koncentracji na instrumentach i muzyce. Potem drzwi na kilka minut
zamknięto. Ja wyszedłem chociaż miałem wrażenie, że gdybym tam został,
nikt by nic nie powiedział. Gdy drzwi otwarto, wywiady już się skończyły
i członkowie ekip dali mu okładki płyt a także encyklopedie rockowe do
podpisania. W końcu pojawił się problem, ponieważ nie było jeszcze
pozostałych Yesów, a ekipy koniecznie chciały nakręcić zespól w całości.
Prosili Steve'a aby jeszcze trochę poczekał. Faktycznie jeszcze trochę
posiedział, ale w końcu powiedział że niestety on nie może czekać a oni
mogą i wyszedł. Wtedy ja wyciągnąłem swojego japońskiego Relayera i
podszedłem do niego mówiąc że jestem wielkim fanem YES, a w
szczególności jego pracy w zespole i poprosiłem o autograf. Steve
zachowywał się bardzo dostojnie - niczym lord lub profesor :-) Pełen
dobrych manier, uprzejmy. Gdy do niego mówiłem kiwał głową i mówił OK,
well, wziął długopis i zamaszyście się podpisał. Potem jeszcze inni
przynieśli mu swoje płyty do podpisania. Mój syn - Krzyś - zrobił mi
zdjęcie gdy ja stanąłęm przy Steve'ie podczas gdy on siedział i
podpisywał płyty dla innych. Potem Howe pozował z kilkoma osobami do
zdjęcia, a ja się zagapiłem i żałuję że nie mam takiego zdjęcia. Na
koniec pomogłem mu zawołać windę za co grzecznie podziękował. Zaledwie 2
minuty później dosłownie przyczłapał się Jon a za nim szedł Alan. Jon
wyglądał na zmęczonego, skarżył się na ból zęba. Właściwie jego widok
najbardziej mnie zaskoczył. Jak się stoi z nim oko w oko, to widać
niestety że on jest najstarszy. Na pewno ten dość rzadki zarost też się
do tego przyczynia. Jednak widać, że z dojrzałego mężczyzny powoli
zaczyna zamieniać się w dziadka. Smutne, ale - tempus fugit - i każdego
to czeka. Właściwie spośród nich tylko Alan przy bezpośrednim kontakcie
jeszcze wygląda względnie młodo. Piszę o tym tylko dlatego, że nasuwa
się od razu refleksja, jak długo oni jescze fizycznie będą w stanie
wytrzymać takie trasy koncertowe. Wracając do Jona. Mimo skarg na ząb,
był bardzo miły, życzliwy, od razu podpisał mi Relayera. Tryskał
dowcipem. Ktoś zapytał go co robił w urodziny, a on mówi że był w pracy,
robił show. Ktoś inny zaintonował Happy birthday, a Jon zaraz to
podchwycił i zaczął śpiewać: Happy birthday to me! Ktoś chciał mu
zrobić zdjęcie, a on wziął jego aparat i zrobił jemu zdjęcie. Zadano mu
pytanie jak on to robi że ma wciąż tak piękny głos, a on na to: jestem
zakochany, szczęśliwy, poza tym nie piję whisky etc. Padło też pytanie o
tragedię nowojorską. Anderson odpowiedział ogólnikowo, że jest to
tragedia która rodzi wiele pytań i wymaga przyjrzenia się różnym rzeczom
w naszym życiu. W tym czasie podszedłem do Alana i podałem mu znowu
mojego Relayera mówiąc że to jest wielki album. Dodałem że Magnification
też jest OK. Na co on się ożywił i jako jedyny z Yesów zaczął ze mną
rozmawiać! Zapytał czy naprawdę mi się podoba i czy znam wszystkie
utwory. Bardzo się ucieszył. Okazał się naprawdę sympatycznym facetem -
dokładnie tak jak go opisują. Na końcu przyszedł Chris - wielkie
chłopisko - też wszedł na salkę aby udzielić wywiadu. Gdy wyszedł,
oczywiście podsunąłem mu swoją płytę mówiąc to samo co do Alana. Gdy
usłyszał o Magnification, uśmiechnął się, klepnął mnie po ramieniu i
krzyknął: good! po czym się podpisał i poszedł dalej. Mój Krzyś robił mi
zdjęcia przy podpisywaniu, mam nadzieję że wyjdą. Po udzieleniu
wywiadów, chłopcy (dziadki?) zostali zaproszeni na kawę, jeszcze
zdążyłem podejść do Jona któremu spadł na ziemię talerzyk. Podniosłem go,
Jon nalał sobie kawę do filiżanki a ja go poprosiłem aby pozował ze mną
do zdjęcia. On bardzo chętnie się zgodził i pomachał do Krzysia który
pstryknął. Teraz się modlę żeby te zdjęcia wyszły, jak je wywołam to wam
je prześlę jeśli będziecie chcieli.

Wierzcie mi, byłem tak przejęty, że zapomniałem im dać swoich
Yesomaniackich wizytówek chociaż miałem je przygotowane :-( Jestem w
szoku!!! Teraz dopiero dochodzi do mnie, dlaczego nie spytałem o to, o
tamto. Ale ja byłem prawie jak sparaliżowany. Głównie gapiłem się na
nich i tylko zamieniłem parę słów.

A potem koncert.

To nie do wiary, ale to co zobaczyłem i usłyszałem przeszło moje
najśmielsze oczekiwania. Przede wszystkim repertuar. Nigdy nie myślałem
że będę mógł na jednym koncercie usłyszeć trzy dwudziestominutowe
utwory! I to jak zagrane! Najpierw Close, wymarzony początek, pięknie
współgrający z orkiestrą w środkowej części. Potem TGOD - genialne - jak
na Yesshows z tym że Soon w Warszawie wypadło o niebo lepiej niż na
płycie. I wreszcie Ritual, z solem Chrisa jak na Yesshows lecz na
szczęście bez porykiwania muzyków. Prawdziwy szał był w momencie gdy
wszyscy, łącznie z Brislinem naparzali w bębny i kotły!
Jon z każdym utworem śpiewał lepiej i... coraz wyżej. Jak
młodzieniaszek. Pozostali na swoim normalnym czyli absolutnie najwyższym
poziomie. W porównaniu z koncertem poznańskim z 1998 roku był to większy
show. Było więcej świateł i dekoracji, jednak chyba ciut gorszy dźwięk.
No i przede wszystkim koncert był znacznie dłuższy. Wg mnie nieźle
zabrzmiało Don't Go (czy lepiej niż w Katowicah?) i wręcz fenomenalnie
In The Presence Of. W czasie koncertu jedynie wkurzało mnie, gdy ludzie
nie znający dobrze poszczególnych utworów, w czasie cichych fragmentów
zczynali bić brawa myśląc że to koniec. Wg moich szacunków na sali mogło
być około 3 tys. ludzi. Czy ktoś zna dokładne dane? Czekając w Bristolu
na zespół, usłyszałem że w Katowicach było około 4 tys. i było to więcej
niż się organizatorzy spodziewali.

Podsumowując: koncert genialny i tylko żałuję że widziałem go tylko raz.
Jednak wynagradza mi to wcześniejsze spotkanie z muzykami.

Pzdr.

Witek




Na Yesomanii od 4 listopada 2001.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd