From: Piotr Nerło (brunner@POCZTA.ARENA.PL)
Subject: Na koncercie
Pierwszy raz bylem na Torwarze. Wielka sala. Atmosfera troche jak na jakims
kongresie partyjnym. Z glosnikow niewatpliwie Pat Matheny.
Scena. Zawalona instrumentami. Spostrzeglem kotly i juz wiedzialem, ze
bedzie Riual.
Ponad scena neon YES, na razie wygladajacy bardzo pretensjonalnie - podczas
koncertu wrecz przeciwnie - mieniacy sie kolorami... Po bokach uklad
wypuklych luster nawiazujacy do drugiej strony okladki Magnification.
Uskuteczniam marketing bezposredni czesto spotykajac sie z przychylnym
przyjeciem. Technik Howe`a juz stroi gitary. Na scenie pojawia sie Jon!
Jakos malo kto to zobaczyl!? Jeszcze ubrany w "cywilne", czarne ubranie,
zamachal do mnie! /lub kogos innego - milo pomarzyc/.
Na sali zaczynaja sie pierwsze zupelnie niezrozumiale przepychanki na temat
miejsc. Ktos komus zajal, teraz nie chce ustapic...
Pod scena nasze pierwsze utarczki z ochrona "na miejsca, na miejsca"! A
fanClub nie moze tu stac? spytalem przypinajac Yesomaniacki identyfikator.
Gostek zbystrzal, ale twardy byl "na miejsca"...
Przygasa swiatlo....
pierwsze symfoniczne dzwieki....
nie wierze! slysze swiergot ptakow! Zaczynaja od Close?!...
Zjawia sie Jon w zwiewnych szatach koloru dominujacego na Magnification.
Chris w leginsach i obszernej bluzie. Alan w krotkich spodenkach. Steve w
zielonej, kubistycznej koszuli.
Jeszcze jakby sie nie rozgrzali...
Ale ja juz poczulem, ze musze byc blizej, blizej, blizej...
Zostawilem swoja 150-zlotowa miejscowke i pognalem pod scene, gdzie
odbywaly sie dantejskie sceny usadzania zaslaniajacych widok fotoreporterow
i fanow takich jak ja... Ile razy przyklejalismy sie do barierki pojawial
sie wredny ochroniarz "na miejsce". Cofalismy sie kilka metrow... na
chwile... Robert mial racje - Kurcze! To jest koncert rockowy !
Dobila do nas Renatka i aby wilk byl syty a owca cala, zaczelismy okupowac
podloge na wysokosci pierwszego rzedu...
Byc moze slyszelismy glownie "odsluch", ale wrzazenie bylo takie jakiego
oczekuje na koncercie. "Czucia" muzyki. Zamykam oczy a dzwieki bombarduja
moje cialo... Mniej wiecej w polowie drugiej godziny - odplynalem. Nie
wiedzialem czy ktos mi nie grzebie po kieszeniach, nie czulem zdretwialych
nog... istniala muzyka - nic wiecej...
Jednak chyba tylko ja spostrzeglem, ze przy And You... /?/ Alan tak
przybebnil, ze spadl mu jeden kociolek...
Na koniec koncertu ochrona juz sobie odpuscila /i tak by nic nie
poradzila/, skandowalismy tak blisko sceny jak to tylko mozliwe....
Koncert sie skonczyl tylko na jednym bisie, a ja nie wierzylem, ze juz
zapalaja sie swiatla......
Jak chyba wiekszosc zaskoczony bylem "starym" wygladem naszych idoli.
Najbardziej Howe`a. W okularach, koszuli, garniturowych spodniach, z
dlugimi wlosami wygladal jakby mial sie za chwile rozsypac... Ale gral
niesamowicie. Jon zawsze robil na mnie pozytywne wrazenie. Zwrociliscie
kiedys uwage na jego oczy? Sa po prostu... wesole... Chris Jest prawdziwym
Showmenem. Alana nigdy nie cenilem jako palkarza, ale po tym koncercie
troche zyskal w moich oczach... Ciekawe, ze dal nikomu paleczek. W Spodku
podobno dostal ten sam czlowiek co w 98 r.
Niemozliwe jest zebym nie porownywal tego wydarzenia z koncertem z
Kongresowej. Moze naraze sie na krytyke, ale tamten podobal mi sie
bardziej. Byc moze to syndrom pierwszego razu. Te nastepne nigdy juz nie
beda takie same. W 98 roku jednak mialem wrazenie, ze zespol bardziej
przywiazywal wage do tego, ze jest akurat w Polsce. Jon wiecej mowil,
bardziej staral sie dotrzec do publicznosci. Bardziej tez zroznicowany byl
repertuar. Nawet fakt awarii pradu, pomylka w Trooperze - to niepowtarzalna
historia... 2001 - zagrali pieknie, ale... troszke tak jakby za sztywno.
Zagrali ustalony reperuar i poszli... jakby bez dodatkowej inwencji... Nie
sugeruje tu, ze mi sie nie podobalo!!!!
Koncert byl niesamowitym, mistycznym, fascynujacym przezyciem i z
niecerpliwoscia czekam na to co nieuniknione, czyli nowy HOB z trasy
YESSYMPHONIC.
Brunner