Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RELACJE

Toronto - relacja Julka

Julek Chró¶cicki
Yesomania


Na koncert w Molson Amphitheatre, ktory jest czesciowo zadaszony wybralem
sie z kumplem, ktory przezywa swoja druga milosc do Yes, czego ja bylem
katalizatorem. Przezornie zakupilem miejsca pod dachem bo nawet muzyke Yes
slabo odbiera sie w mokrych gaciach. Na szczescie pogoda dopisala i nawet
Steve w pewnym momencie skomentowal, ze podoba sie ona jego gitarom. Ledwo
zdazylismy sie rozsiasc gdy orkiestra zaczela grac wstep, blizej mi nie
znany, po ktorym rozlegly sie znajome dzwieki Close To The Edge. Miejsca
mielismy blisko ale z boku, od strony Chrisa. Tym razem ubral sie na
czarno, a spodnie i buty wskazywac by mogly, ze dopiero co wrocil z nart i
jeszcze sie nie zdazyl przebrac. Jon byl jak zwykle w czyms zwiewnym, Alan
na sportowo, a Steve mial okulary zsuniete na czubek nosa. Za klawiszami
stal Tom Brislin. Az prosilo sie, zeby go zapytac czy jego matka wie co on
robi poza domem o tej godzinie.

Z perspektywy calego koncertu Close To The Edge wypadlo najslabiej. Nie,
zeby zagrali to zle, ale brakowalu tu kopa, ktory pojawil sie w juz w
nastepnym numerze, Long Distance Runaround, ktory zabrzmial prawie
hard-rockowo. Tu Jon powital widownie i zapowiedzial rychle ukazanie nie
"Magnification". Tytul plyty ma byc odniesiem do potegowania dobra w
otaczajacym nas swiecie i wewnatrz nas samych. Nastepnym utworem byl Don't
Go i nie zabrzmial najgorzej. W natepnej przerwie Jon komentowal, ze nowe
kawalki sa jak dzieci  moga byc dobre albo nieznosne, ale zawsze piekne. W
tym czasie Alan przymierzal sie do klawiatury i Jon opowiedzial o tym jak
to Alan zapalal miloscia do klawiszy i cwiczy  codziennie. Gra Chopina i
innych, pierwsze trzy akordy z kazdego kawalka. Alan zagral poczatek
nastepnego utowu i wrocil na swoje miejsce. Byl to In The Presence Of i mam
taka cicha nadzieje, ze reszta plyty bardziej przypomina ten numer niz jego
poprzednika. W tym miejscu Jon przedstawil Toronto Symphony Orchestra
(mlodzi ludzie, ktorzy wygladali lekko przerazeni calym przedsiewzieciem)
oraz dyrygenta Larry'ego Groupe.

"Now we're going to play this crazy piece of music  The Gates of Delirium."
Zagrane z wielkim polotem i dynamika (Tom wrecz szalal przy
klawiszach)  bylo to najwieksze wydarzenie wieczoru. Po zakonczeniu
orkiestra oraz zespol opuscicli scene zostawiajac Steve'a na placu boju.
Przez nastepne kilka minut zabawial nas grajac miedzy innymi The Clap. Jon
zapowiedzial nastepny kawalek w ten sposob: "When you wake up in the
morning it's like beginning of your life  Wonderous Stories." Zabrzmialo to
prawie "unplugged" i bylo pelne wdzieku. Orkiestra wrocila na nastepny
numer  Perpetual Change. Potem bylo And You And I, o ktorym Jon powiedzial:
"We wrote this 30 years ago. It's almost embarrassing to play it now."
Nastepny utwor zostal zadedykany prze Jona swojej zonie, ktora towarzyszy
mu w trasie i czesto to podspiewuje. Chcialbym to uslyszec  chyba, ze
ogranicza sie do "Nous sommes du soleil". W czasie grania Ritual zapanowalo
calkowite pandemmonium. W pewnym momencie caly zespol poza Steve'em, ktory
zmyl sie za kulisy, cwiczyl na instrumentach perkusyjnych. Chris, ktory
wczesniej mial wspaniale solo na basie dorwal sie do wielkich kotlow, ktore
na ta okazje pojawily sie na scenie. Efekt byl wrecz niesamowity. Tak jak
lubie plyty koncertowe, zadne nagranie plytowe nie potrafi oddac muzyki
sluchanej na zywo.

  Potem bylo juz tylko zaproszenie go wspolnego spiewania i tanczenia
("It's time to boogie") do rytmu I've Seen All Good People oraz tradycyjnie
na bis Roundabout, w czasie ktorego Tom zalapal sie na drobne solo.

W podsumowaniu byl to bardzo udany wieczor. Jedynym punktem, do ktorego bym
sie czepnal bylo to, ze zespol zbyt czesto zagluszal orkiestre, ktora
najlepiej zabrzmiala w  In The Presence Of. Widac bylo, ze chlopaki dobrze
sie bawili i entuzjazm widowni, ktora co chwile zrywala sie na rowne nogi,
przypadl im do gustu. Jon jak zwykle promieniowal miloscia, Chris
zachowywal sie jak psotny Dyzio, nic nie ptrafilo zmacic koncentracji
Steve'a ani pogody ducha Alana. Nie wiem, czy  byla to kwestia doboru
repertuaru czy naglosnienia ale Toma slychac bylo bardziej niz Igora w
czasie poprzedniej trasy i nie mozna mu na pewno odmowic umiejetnosci



Julek
GO LEAFS GO





Na Yesomanii od 4 listopada 2001.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd