Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RELACJE

Torwar wg Michała

Michał Przywara
recenzja nadesłana



Witam!

Kiedy byli w Warszawie w 1998 r, wychodziłem zafascynowany, ale
ze smutnym przekonaniem, że coś takiego może mnie już nie
spotkać. Ale na szczęście udało się!!! Koncert był fantastyczny,
zespoł w świetnej formie, publiczność też nawet dopisała (mimo
fatalnej promocji, ale to już przemilczmy). Oto, zamiast zwartej
recenzji, garść refleksji i odczuć.

Po pierwsze - świetnie dobrane utwory - dobrze, że usłyszeliśmy
to, czego nie było przed trzema laty.  Trochę szkoda, że na
pierwszy ogień poszedł Close To The Edge, bo publiczność była
jeszcze słabo rozgrzana, a i zespół też jeszcze nie złapał pełnej
pary (co nie oznacza oczywiście, że wykonanie nie było świetne).
Całkiem ładnie zabrzmiały dwa nowe kawałki.

Po drugie - fenomenalnie zagrane Perpetual Change - czegoś
takiego jeszcze nie słyszałem - na żadnej z płyt koncertowych!
Oczywiście Gates Of Delirium nie ustępowało (zresztą żaden nie
ustępował, może tylko And You And I zagrali z lekkim dystansem,
moim zdaniem wykonanie sprzed trzech lat było troszkę lepsze, ale
to taki drobny szczególik), ale Perpetual Change było
perfekcyjne!

Po trzecie - Wszystkie pokolenia bawiły się w sumie nieźle (no,
poza znudzonymi żonkami wychodzącymi do toalety, ale to i przed
trzema laty dało się zauważyć) - najlepiej tacy śmieszni panowie
po 50-tce siedzący w sektorze VIP po prawej stronie - lekko
podcięci rzucali w scenę tekstami typu : "Jasiu, wysil się".,
"Jasiuuuu, solo!" czy, całkiem niezłą angielszczyzną "you are
wonderful!".

Po czwarte - gdy wybraliśmy przed koncertem pod scenę, gdzieś zza
konsoli 5-10 metrów od nas wyłonił się niewysoki facet, który
rozmawiał z kimś zza barierki... Był to Jon, który mówił temu
panu, że "not tonight", ale za to zagrają CTTE i Gates i pytał
czy to OK... Coż - była to chyba ostatnia osoba, którą
podejrzewałem o to, że przed koncertem będzie chodziła po scenie
i wszystkiego doglądała, a do tego usłyszę ten GŁOS bez
pośrednictwa mikrofonów, głośników itp. (zresztą słyszałem już
jak w Kongresowej wysiadło nagłośnienie, ale to inna sprawa)

Po piąte. Steve Howe. Schował się gdzieś w kącie z boku, prawie
niezauważalny, a odwalił kawał fantastycznej roboty - pierwsza
klasa światowa! Szkoda, że oczywiście coś musiało wysiąść przy
solówkach.

Po szóste - Chris Squire. Ten facet cały czas sprawiał wrażenie,
jakby się bawił swą gitarą i w ogóle całym wieczorem, a te
fantazyjne, ale precyzyjne dźwięki wydawał z niej zupełnie od
niechcenia. Ale oczywiście napracował się solidnie, także
pokazując dźwiękowcom czy mają podkręcić jego gitarę, czy może
nie teraz.

No i po siódme - o ile po Kongresowej moim marzeniem było
usłyszeć ich YESzcze raz, to teraz baaaaardzo chciałbym zobaczyć
ich koncert z nowym klawiszowcem. Nawet jest taki facet. Nazywa
się Rick Wakeman i parę razy już z nimi grywał. Może uda się
następnym razem...

Pozdrawiam Yesomanię i czekam na opinie innych

Micha Przywara

PS Dobrze, że Legia wygrała, że sędzia nie skrzywdził itp, bo
pewnie parę osób na koncert by nie dotarło, a parę innych nie
miałoby czym wrócić :) 
PSII według niektórych godzina 18:00 nadchodzi dopiero o 19:15...




Na Yesomanii od 4 listopada 2001.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd