Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RELACJE

Wakeman - relacja Marka

Marek Jedliński
Yesomania


From: marek jedlinski (eristic@LODZ.PDI.NET)
Subject: Re: Moje wrazenia z koncertu Wakemana.

Pieknie napisana recenzja, Robercie. I piekny to byl koncert.

>A cóż poradzić, że chcę czegoś wyjątkowego?
>
>Niewiele się po tym koncercie spodziewałem.
>W pierwszych kilkunastu minutach zdałem sobie nawet sprawę, że _nie_ma_
>żadnego utworu, na który bym czekał z utęsknieniem,

Wlasnie to mi przyszlo do glowy, ale juz po. Ja tez nie spodziewalem sie
wiele - chcialem uslyszec Katarzynki, i uslyszalem, ale faktycznie nie byl
to koncert, na ktory sie szlo dla konkretnych utworow. ANi nawet dla tych
zagranych - chyba przede wszystkim dla legendy. Jak ten gosc z I rzedu, co
wywijal ramionami na wszystkie strony swiata i krzyczal "Dis is Rik
Wejkmen!" Ja mu sie nie dziwie.

Bo to *byl* Rick Wakeman. W swojej swietlistej pelerynie - trudno to
wytlumaczyc komus, kto nie sluchal przez lata solowki Ricka z YesSongs i
nie wpatrywal sie w fotografie... Jak dziecko ucieszylem z tej jego
pelerynki, bo w takiej samej gral tamta solowke i to taki wazny atrybut
jego magii.

>Teraz, bogatszy o te 2.5 godziny wiem,

Pelne 2 i pol godziny, swoja droga. CHyba najdluzszy koncert, na jakim
bylem. To tez cos.

>Utwory: (moge sie mylic co do tytulow, w plyty chyba trafiam):
>4. Katarzynka I
>7. Katarzynka II (?)

W odwrotnej kolejnosci: najpierw Catherine Howard, potem Aragońska. Poźniej
Catherine Parr.

>Żałujcie. Po trzydziestokroć.
>My - będący - żałujmy, że już po koncercie.

Naprawde. Straszna nostalgia mnie teraz ogarnela.

>ZESPÓŁ.
>To jest jednak duża różnica. Wszyscy wiemy, co potrafi Rysiek solo, tym
>razem jednak sprowadził dodatkowo 5 osób:
>- Adaś (my little baby - jak powiedział Rick) na klawiszach
>- jakiś młodziak na basówce
>- gostek z gitarą, mogło by go nie być
>- stetryczały perkusista, przejawiający czasami objawy żwawości
>- WOKAL

Perkusista - genialny to on nie jest, ale i nie przeszkadzal. Nic do niego
nie mam, ale chwalic tez go nie mam za co. Tylko ta solowka byla calkiem
nie na miejscu - w drugim utworze, nikt sie jeszcze dobrze nie rozgrzal ani
nie rozsiadl, a tu - Solowka Wielkiego Perkusisty. Z punktu widzenia
jakiejs-tam dramaturgii koncertu to jest kiks. Zupelnie bez sensu, zupelnie
znikad sie pojawila - i tez nic ciekawego sie w niej nie dzialo.

Basista - niezly. Rick opowiadal Kaczkowskiemu, ze szczeka mu opada, kiedy
slyszy, jakie dzwieki ten facet z basu wyciaga - no i ciekawe byly te
dzwieki, to fakt. Ale kiedy Rick mowi, ze jest to "najlepszy basista, z
jakim kiedykolwiek gralem", to, wrrrr, przesadza :)

Gitarzysta - tez mi nie przeszkadzal, bo zmiksowany byl ciszej niz igor na
trasie OYE. Caly czas majstrowal na samym dole gryfu i przebieral palcami,
ale co gral, ktoz to wie. Kiedy *bylo* go slychac, gral caly czas to samo -
caly czas na full, orgiastycznie jak na metala przystalo, nic ciekawego.
Moze tylko udawal.

>Rysio.
>To nie te czasy, gdy nie mógł się wygrzebać spoza kręgu klawiatur. Tym
>razem było skromnie - na oko 5-6. Niestety troszkę go te instrumenty
>zasłaniały

Iiii, fakt. Ale z 3 rzedu czesto bylo widac palce!

>Adam - od razu wiemy, kto jest tu bossem, bo Adam miał chyba nie więcej
>niż 4 klawiaturki.

Adam spiewa. Lepiej niz ten drugi.

>WOKAL - to be continued (Damian Wilson mu na imię)
>Niech sobie Marek pisze co chce :) - dla mnie był to właściwy GŁOS na
>właściwym miejscu.

Hej, jeszcze nic nie napisalem! :) Ale to fakt, ze nie zgadzam sie z
Robertem. Po pierwsze - kwestia gustu, bo mnie ten jego glos swidruje uszy
za bardzo (Dream Theater? cos w tym stylu). Ale czlowiek nie jest "zlym"
wokalista - tylko ja bym go widzial w zupelnie innym zespole. Ale o to
powinienem miec zal do Ricka, ze go sobie zatrudnil - i mam zal, bo na
prawie kazdej jego plycie (oprocz 1984) wokalisci sa dla mnie nieznosni.
Rafal mial bardzo sluszne skojarzenia - Scorpions, Europe, takie klimaty. O
ile dziala to jeszcze w kawalkach z "Powrotu", o tyle "Hymn" wypadl moim
zdaniem tragicznie, a to taki piekny utworek.

>Zamiast jakiś cherlaków z płyt studyjnych czy
>koncertu w Hammersmith nareszcie mamy porządnego, wyciągającego,
>progmetalowego wokalistę.

Oj, ja bym go wyciagnal... Caly "Powrot" to jest w duzej mierze progmetal,
no trudno. Moze mu (Ryskowi) przejdzie.

>The Hymn (z płyty 1984, tam był wokal Andersona)
>Od faceta, który przypomina Dio lub LaBrie trudno się spodziewać, że
>zaśpiewa jak Jon. I trudno mieć wyrzuty, że mu się nie udało. Ale: jego
>próby robiły wrażenie.

Złe :)

>Do Merlina jednak niewiele się działo.
>Tradycyjne Best of.

Tia, ale w tym best-of byly dwie pierwsze Katarzynki, najpiekniejszy
fragment koncertu do tej chwili - a potem Catherine Parr to juz bylo
mistrzostwo swiata. (jak mawia wiadomo-kto ;)

>Bo zespół zagrał Merlina.
>Rysiek uprzedził lojalnie, że aranżacja odbiega od oryginału.
>
>W rzeczy samej.
>
>Rysio wziął w pewnym momencie klawisze-jednopalcówkę (a la Tony Kaye z
>lat 80) po czym wyszedł w publiczność. Że go nie stratowali, cud.
>
>Na to Adam również skoczył po jednopalcówkę (w kolorze żółtym; Ricka
>była w różowym).
>Pomotał się trochę po scenie i wywołał starego na pojedynek.

Poprawka: Adas zagral swoja solowke, potem Rysiek wyszedl do ludzi, a potem
wrocil i wywolal Adama ("Chodz no tu, szczeniaku" - taki gest zrobil
smieszny.)

>To na zmianę, to unisono walczyli na solówki.

Ja poprosze o zdjecia. I bootleg. Bardzo chcialbym miec ten koncert na
tasmie.

>Utwór 10. A teraz będzie coś z Yes. Starship Trooper.
>tadara tadara
>tadara ta da ra
>plink
>plunk
>plonk
>pimpum pom. bom bommmm
>Sister Bluebird
>i dalej już znacie.

Mhm, tylko wyobrazcie sobie Troopera bez gitary (w praktyce, no bo niby
byla). Ale nie narzekam, chociaz wokalista itede itepe, ale tam chodzilo o
klawisze. I to ile... Na koniec Rick zagral te sama solowke, ktora gral na
koncercie Keys to Ascension - te krotkie, piekne melodie, ktorych nie ma w
wydaniu oryginalnym. I to bylo SUPER.

>Tak, na początku zmyłka z Heart of The Sunrise.

Zupelnie bez pary, zauwazyles? To akurat marniutko im wyszlo. I basista sie
nie popisal wcale.

>Przez pierwsze 5-10 minut lecieli jak partytura nakazuje. Niestety Wurma
>nie zagral Rysiek (jak w Robaczku z Zielonych Pol, prezentowanym nam
>kiedys przez Mariusza),

Mnie sie ten Robaczek calkiem podoba. Wlasnie zapomnialem napisac, ze na
miejscu Ricka poszukalbym albo kogos o glosie w stylu Wettona (zeby
wokalista uszu nie dziurawil tym swoim piskiem metalowca), a jeszcze lepiej
zaangazowalbym jakas dziewczyne o mocnym glosie.

>ale ów gitarulek, przy jego finezji, Trevor
>Rabin to bóstwo.

I tu sie zgadzam :)

>[tu należą się słowa uznania ekipie technicznej. Adam miał klawisze na
>kabelek. Wyobrażacie sobie, jak goście musieli zasuwać przy odwijaniu i
>zwijaniu tego kabla, gdy Adam dostał skrzydeł????]

Wlasnie tak sobie myslalem, ze poza perkusista i basista (ktory, chociaz
BARDZO sie ludziom podobal, zachowywal sie stosownie i skromnie), to oni
wszyscy tam gwiazdorzy w tym zespole - co jeden to wiekszy. Wokalista
calkiem chyba uznal, ze ludzie jego przyszli obejrzec - przeciez to bez
sensu. Z jednej strony fajne bylo to ich rozrabianie, ale z drugiej to byl
koncert *Wakemana*.

>Na końcu Eleanor Rigby.
>Dla mnie miało to (niezamierzony zresztą) efekt symboliczny.
>Eleanor Rigby - bootlegowe, potwornie zjechane nagranie Yesów z 1969,

Myslalem o tym samym. I calkiem niezle zaaranzowana ta ich wersja.

A ja mam teraz nostalgię.

.marek

--
/"\ Wstęga ASCII - NIE dla poczty elektronicznej w HTML-u
\ /    ASCII Ribbon Campaign - Say NO to HTML in email
 X   Homepage, PGP Public Key, No ads, no nags freeware:
/ \     http://www.lodz.pdi.net/~eristic/index.html





Na Yesomanii od 7 czerwca 2001.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd