Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RELACJE

Wakeman - relacja Luke'a

ukasz Wierzbicki
Yesomania


From: Łukasz Wierzbicki (wiebor@KKI.NET.PL)
Subject: Wakeman - koncert

Koncert...
Wydalem majatek, narazilem sie na tluczenie sie 300 km,
spanie na kuchennej podlodze przez 2 godziny,
pobudke i chlodny poranek na uroczej Centralnej...
poranek od 5ej do 6ej...
Zaczynam jakby od konca,
po to by wysunac hipoteze, ze warto!
Ze warto nie spac, marznac, splukiwac sie
wszystko to jest i zawsze bylo i nigdy nie bede zalowal...
Bo jak juz wspomnialem, po prostu czuje sie bogatszy
i szczesliwszy i silniejszy po tego typu koncercie.

Uwielbiam ten rytual. Trzepnac browca przed koncertem,
usiasc, rozgladac sie po pustej jeszcze scenie, zapelniajacej sie
widowni,
uslyzsec trzy dzwonki, poklaskac wywolawczo,
uslyszec wreszcie intro z tasmy
i ujrzec artyste wkraczajacego na scene
i poddac sie plynacej z muzyki na zywo magii.

Jak tez juz wwspominalem
Journey znalem od wieeeelu lat z tego analoga Pronitu.
Teraz spelnienie marzen.
Uczuciowo podchodzilem do koncertu,
cieszylem sie nim, chlonalem,
totez nie bede krecil nosem.
Nie mam nic przeciwko wokaliscie,
niech tam wyglada jak Janosik,
niech spiewaja wakemanowe piosenki,
ktore potrafia byc calkiem niezle czasem,
niech Adam beczy, niech Rick naciaga ten splowialy zloty peleryn,
ja niemal kazdy moment koncertu pochlonalem ze szczera radoscia.
Gdybym ogladal Ricka z zespolem co miesiac lub co tydzien,
moglbym powiedziec, ze dzis podobalo mi sie bardziej lub
ze bylo gorzej albo lepiej, jesli jednak taki koncert zdarza
sie po raz pierwszy i kto wie czy nie ( a mam nadzieje,
ze nie) po raz ostatni w zyciu, to najzwyczajniej
nie potrafie go do niczego przyrownac, by moc ocenic.
Oceniamy wedlug skali - to byla przygoda,
wyprawwa, podroz ktora skali nie posiada.
Dlatego tez na przyklad nie chce juz po raz trzeci
ogladac koncrtu Stinga, bojac sie, ze bed eporownywal
i zatarte zostanei wwrazenie niepowtarzalne
pierwszego - idealnego dla mnie - koncertu Stinga
na stadionie Gwardii przed 5-ciu laty.

Wracajac do Ricka - koncert mnie w zadnym z momentow nie znuzyl,
Wszystkie numery zabrzmialy dobrze, docenilem muzyke Ricka bardziej
Teraz zaczynam szukac jego solowych plyt.
Do tej pory mialem ich 6.
Widze, ze to za malo od srody.
Oniemialem widzac co wyczynia wraz z synem
na tych naszyjnych keyboardach.
Oj, a jak mi sie Eleanor podobalo!!!
Zal tylko, ze Rick mowil tak niewiele...

Wrazen mnostwo, trzeba by bardziej siasc i pogadac,
niz klepac w klawiature.

Blondynka za nami rzeczywiscie niezwykla.
O niebiosa, zeslijcie kazdemu wolnemu Yesomaniakowi
takie zjawisko... kobiete znajaca na pamiec solowe utwory Wakemana...
elegancka, usmiechnieta, o mordce gladkiej i zdrowej...

Gdy wrocilem do banku o 9ej rano,
wrocilem na ziemie.
Nikt wokol mnie nie wiedzial, kim jest Rick Wakeman...
dopoki nie przyszla lekcja angielskiego po poludniu.
Z nativem - Anglikiem.
"John do you know Rick Wakeman"
"Of course I do.
He used to play in that band called YEs.
I saw them on stage in 197os, when I was a hippie."

A potem John opowiedzial mi o 2 pierwwszych plytach Yes,
Zaspiewal pierwsza zwrotke Yous Is No disgrace
i opowiedzial, ze po trawce w Gates Of Delirium
slychac dziwne rzeczy w tle, kolejne warstwy utworu,
niczym odkrywajace sie swiaty, niczym kroki w oddali...

Dam mu na pamiatke sticker Yesomanii na nastepnej lekcji ang.
He deserves it.

Pozdrawiam!!!
Lukasz

sluchajac Your Move
pijac Gin+tonic




Na Yesomanii od 7 czerwca 2001.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd