Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RELACJE

Steve Howe - Sayreville, NJ

Krzysztof Kopec


Poniższą relację z solowego występu Steve'a Howe'a nadesłał mieszkający w Stanach Krzysiek.

W piatkowy chlodny wieczor, 27-ego Pazdziernika mialem okazje udac sie na solo-show Steve'a w miejscowosci o nazwie Sayreville, NJ. Bilet zakupilem tydzien wczesniej w klubie of nazwie Bene, gdzie koncert sie odbyl. Mialem dosyc duze klopoty ze znalezieniem klubu gdyz sie okazalo, ze organizatorzy zmienili jego nazwe do Kromo czego powodem bylo duze zamieszanie. Organizatorzy klubu byli slabo zorganizowani. Zaskoczylo mnie, ze taki skromny klub bedzie goscil Steve'a, gdyz nie robil na mnie zbyt wielkiego wrazenia w kontrascie do miejsc jak w Hiszpani, ktore oprocz Steve'a goscily rowniez pionierow jak Mozart(przynajmniej tak Steve mowil, ze gral na tej samej scenie co Mozart).

Koncert odbyl sie of rownej osmej. Kiedy zajechalem do klubu (ok. 7-ej) to juz byla dosyc dluga kolejka wiernych fanow. W koncu wszedlem dosrodka i probowalem znalezc dobre miejsce w przodzie ale troche za pozno, takze usytuowalem siebie w centrze. Scena wygladala dosyc skromnie w ostrym kontrascie do Yes'u drobnych szczegolach. W centrze byly zlokalizowane 5 guitary siegajacych od klasycznej, elektrycznych (2: Les Paul, Gibson), akustyczna i mala stalowa gitara. W tle byla rozwieszona tkanina razem z dywanikiem na scenie. Godzina 8-sma nadeszla, DJ przedstawil virtuoso wieczoru, no i Steve wyszedl. Steve(w okularach) wygladal z relaksowany i bez slowa zaczal grac "Beginnings," ktory jest swietnym kawalkiem w klasycznym stylu. Po tym kawalku lista byla nastepujaca:

HERITAGE
ALL'S A CHORD
CORKSCREW
SURFACE TENSION
RIVIERA
DOROTHY
THE ANCIENT
CLASSICAL GAS
GALLIARD
MOOD FOR A DAY
NIGHT TRADE
RHYTHM OF THE ROAD
RAM
INDIAN RUN
SECOND INITIAL
WINTER(Vivaldi's)
COUNTRY MIX
MASQUERADE
CACTUS BOOGIE
VALLEY OF ROCKS
CLAP
RUNNING THE HUMAN RACE
SOON

Lista utworow byla bardzo dobrze dobrana w zwiazku z balancem roznych stylow grania guitary jakrowniez do electrycznej czesci z rytmicznym podporem. Mila nispodzianka bylo uslyszenie "Bring me to the Power" z KTAC II, ktore doskonale brzmial odzwierciedlajac Steve'a solo umiejetnosci.

Show skladalo sie z dwoch czesci, pierwsza trwala ok. 40 min, druga ok. 50 min. Co brakowalo chyba bylo Steve'a spiewanie, ktore niezawitalo tym razem ale Steve ma wystarczajaco duzo materialu bez spiewania. Miedzy utworami, maestro zartowal z fanami. Wspomnial, ze gdyby nie zobaczyl swojego imienia na tablicy to by nigdy nie trafil do klubu, ktore zmnienilo nazwe. Z gitarzysty punktu widzenia uswiadomilem sobie jak duzo mi brakuje do owego poziomu. Gosc byl fenomenalny. Wszystko bylo perfekcyjnie zagrane. Nawet kawalek, ktory ukaze sie na przyszlej "Relatives and Friends II" jak rowniez Vivaldi'ego "Zima" z Czterech Por Roku. Naturalnie standardy: "Mood for a Day," "Masquerede," "Ancient" czy "Clap" musialy byc zagrane. Ale duza niespodzianke zrobil kawalek "Soon" z Gates, ktory byl zagrany jako ostatni na kolanach Steve'a.

Po show, postanowilem zostac chwile. Wzialem ze soba okladke z "Homebrew I" z celem otrzymania autografu. Bylby to dla mnie nastepny sukces(razem z 2 autografami z Yestival-u). Podobnie jak wczesniej, zawalilem numer z aparatem fotograficznym, ktorego nie mialem ze soba. W miedzy czasie druzyna operacyjna Steve'a zaczela skladac sprzet oprocz 5 gitar, ktore oczekiwaly na Steve'a aby je zapakowac. Po ok. 30 minutach Steve powrocil i zaczal podpisywac autografy fanom, ktore musialy byc zrobione w pospiechu gdyz dyskoteka byla przygotowywana. Stanalem w kolejke i w koncu moja nadeszla. Bylem ze Steve'm twarz w twarz(tym razem na spokojnie). Korzystajac z sytuacji, podziekowalem mu za wyslanie mi email 3 lata temu jak rowniez za nowy autograf. Nastepnie to przesunalem sie na bok, patrzac na fanow(ktorzy przyniesli swoje gitary, stare plyty, koszulki, itd. do podbisania) jak rowniez na Steve i probujac zrobic ewaluacje sytuacji. Przeklinalem siebie, ze aparatu nie mialem, gdyz stalem obok niego przez dluzszy czas bez blokowania czy popychania. Byl tam tez gosc z gitara marki Fender Strat. na ktorym byly podpisy roznych gitarzystow, miedzy innymi gosc z The Doors. Steve rowniez zagral kawalek "Diary of the Man Who Vanished" w miedzy czasie. Kiedy ludzie otrzymali swoje autografy, automatycznie odchodzili, gdyz organizatorzy praktycznie wypedzali fanow z klub-u. Ja jeszcze sie chwile czailem, patrzac sie na Steve'a skladajac swoje gitary. Na zewnatrz rowniez poczekalem az wyszedl i w siadl do bialego Mercedesa-Wagon i odjechal. Zwariowany pomysl na mnie nadszedl aby dogonic Mercedesa swoja maszyna ale bez sukcesu.

Generalnie, koncert byl bardzo dobry. Steve pokazal swoja najlepsza strone. Jego sposob grania nie wiele sie zmienil do 70-tych lat i mam nadzieje, ze nastepna plyta Yes bedzie powrotem do tego typu grania.


Na Yesomanii od 4 listopada 2000.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd