Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RELACJE

Masterworks Tour - Holmdel, NJ

Piotr Cygan
Pawn Hearts


------- list I ----------

Witam...

;-)))))))))))))))))))))
Kansas..... Yes
Yes ...... Kansas
Kansas..... Yes
Yes ...... Kansas
Kansas..... Yes
Yes ...... Kansas
.....
.....
;-))))))))))))))))))))))
....
Kansas..... Yes
Yes ...... Kansas
Kansas..... Yes
Yes ...... Kansas
Kansas..... Yes
Yes ...... Kansas

Urwal nac .... co za koncert - zespoly te jak stare wino sa coraz lepsze ;-)))))))))))))

Nigdy nie myslalem ze bedzie mi dane zobaczyc takie zespoly ... z takim repertuarem ... i w takiej formie....
Najpierw Waters, a teraz Kansas i Yes ;-))))

Wybaczcie, dopiero co wrocilem i ciagle jestem pod wrazeniem :-))))))

Pozdrawiam, Peter

------- list II ----------

> > ;-)))))))))))))))))))))
> > Kansas..... Yes
> [...]
>
> Piekna recenzja ;-)


Ciesze sie ze sie podobala ;-)

>
> A kiedy jakies szczegoly - zwlaszcza o Kansas (bardzo bym chcial ich
> zobaczyc na zywo... ).

A wiec bedzie o Kansas .....;-)

To tez bylo moje marzenie i trudno uwierzyc ze sie spelnilo. Niewiele zreszta brakowalo aby koncert ten byl zmora bo przed poludniem zaczelo lac i padalo az do czasu kiedy juz jechalem na koncert. Wizja stania w deszczu na blotnistym, pochylym stoku nie napawala mnie zbytnim optymizmem. Jednak jak sie to mowi "wiara czyni cuda" i w drodze na koncert wlasnie stal sie pewnego rodzaju "cud" - przestalo padac i pomimo otaczajacych nas i groznie wygladajacych chmur nie spadla juz ani kropla ;-)))

Sam koncert zaczal sie dosc wczesnie bo punktualnie o 19:30 - tak jak byl zaplanowany. Szkoda ze ludzie prawie przez caly czas koncertu dopiero zajmowali swoje siedzenia. Dopiero pod koniec zapelnilo sie i atmosfera zrobila sie goraca.

A sam koncert..... Pomimo ze zagrali bez Kerry Livgren'a to bylo kapitalnie. Zagrali z niesamowitym wykopem co ciekawie sie prezentowalo z ich wygladem - chlopaki sie postarzeli, ale bynajmniej nic nie stracili ze swojej energii. Robby Steinhardt szalal ze skrzypkami na scenie (bardzo w sumie przypominalo mi to nasz Krzak i Bledowskiego ;-), Steve Walsh ciagle skakal za klawiszami, a Richard Williams z "pirackim okiem" dawal czadu na gitarze - w sumie bylem pelen podziwu ;-)

Ale przede wszystkim liczylo sie to co zagrali, a byly to glownie sztandarowe kawalki Kansas sprzed 25 lat - czyli tak charakterystyczne skrzypki, gitara i glos Steve'a Walsh'a czy R. Steinhardt'a .... i kawalki takie jak Carry on..., Point of ...Dust in the Wind. Z nowej plyty zagrali w sumie jeden czy dwa kawalki, ale poniewaz sa one podobne stylowo spasowaly idealnie do repertuaru. Niestety caly koncert Kansas trwal zaledwie godzine gdyz grali jako "support band" ;-(

Wprawili przy tym ludzi w niezla konsternacje gdy tak po 35 czy 40 minutach zeszli ze sceny - widac pomimo krotkiego czasu wystepu chcieli stworzyc wrazenie gwiazd (na takie miano zreszta wg mnie w pelni zasluguja ;-) ... bo pozniej ochoczo wybiegli i jeszcze zagrali trzy kawalki, co zreszta zostalo owacyjnie przyjete. Niestety na kolejne bisy juz nie bylo szans co dano publice do zrozumenia gdy zaswiecono swiatla i obsluga zajela sie zmiana sprzetu.

Pomimo tego krotkiego czasu wrazenia po koncercie sa niesamowite i juz za ten wystep wartalo zaplacic za wstep ;-)))

A ...... po blisko polgodzinnej przerwie pokazal sie YES :-)))))))

To kolejne spelnione marzenie ... i tak jak juz pisal Robert rowniez Yes zagral wylacznie utwory z najlepszego okresu. Trasa koncertowa Yes jest wogole zatytulowana "Masterpieces" i na miano to absolutnie zasluguje ;-)))

.... ale to juz "bajka" na nastepny raz ;-)))

Pozdrawiam, Peter

------- list III ----------


Witam,

Juz napisalem o okolicznosciach w jakich koncert mial miejsce i wiecej o koncercie Kansas - z tym ze brakowalo mi listy utworow, ktore zespol gral. Czas wiec zeby to naprawic, a wiec oto lista utworow zagranych przez Kansas tego wieczoru w kolejnosci ich wykonania:

Mysteries and Mayhem
Miracles Out of Nowhere
Icarus II (z nowej plyty: Somewhere to Elsewhere)
Icarus
Hold On
Not Man Big (z nowej plyty)
Portrait (plus w koncowce urywek z Magnum Opus)

tu niejako zakonczyla sie oficjalna czesc ich wystepu (po 45 minutach), oczywiscie zostali wkrotce owacyjnie ponownie przyjeci na scenie i juz na bis wykonali nastepujace utwory:

Point of Know Return
Dust in the Wind
Carry On Wayward Son


... i tym sztandarowym kawalkiem zakonczyli swoj znakomity zreszta wystep - aczkolwiek znacznie za krotki gdyz calosc trwala zaledwie 1 godzine.

Zaswiecono swiatla i zajelo pol godziny zanim wystapila glowna atrakcja wieczoru a wiec YESSSSSSSS.....

Przyznam sie ze jedynym sygnalem, ktory mialem co teraz Yes gra na koncertach byla wiadomosc od Roberta ze juz nie ma Billy Sherwood'a i ze wykonuja Gates of Delirium. W zwiazku z tym moje nadzieje na zobaczenie i uslyszenie czegos absolutnie wspanialego znacznie wzrosly..... oczywiscie jest to o tyle grozne ze mozna sie tym bardziej zawiesc .... ale na szczescie tak sie nie stalo ;-)

Pol godziny czekania uplynelo w sumie bardzo szybko - skorzystalem z okazji i w miedzyczasie wyskoczylem kupic program Yes z tej trasy, bardzo ladnie zreszta wydany i zawierajacy sporo historii grupy od samych jej poczatkow... Zapadal juz zmrok, tak ze duze ekrany na ktore trzeba bylo patrzec aby zobaczyc przyblizenia bylo juz wyraznie widac (co bylo minusem przy Kansas, ktory gral jeszcze przy swietle dziennym).

Czarne chmury otaczaly amfiteatr i wlos mi sie jezyl na mysl co bedzie gdy zacznie padac ... mysle ze niejedne blagalne oczy tych ktorzy byli pod golym niebem (wlacznie ze mna ;-) zwracaly sie do "wyzszej instancji" o milosierdzie ..... i prosby te zostaly wysluchane ;-)))

W koncu swiatla na scenie zostaly wygaszone i z glosnikow zaczela plynac muzyka na wprowadzenie.... swiatla oswiecily scene i juz sa .... Zespol Kansas podczas swojego koncertu nie mial zadnego tla, ale przy Yes z tylu sceny pojawilo cos jakby duze szerokie i poskrecane wstegi, podswietlane typowo Yes'owskimi pastelowymi kolorami, ktore zmienialy swoje barwy w zaleznosci od kawalka czy nastroju. Trzeba przyznac ze sceneria zrobiona w b. dobrym guscie i na dodatek sama w sobie wprowadzajaca w odpowiedni Yes'owski swiat ;-)

Ale zaczelo sie ... i to od samego Close to the Edge .... hurra... jednak to prawda. Przyznam ze nigdy nie myslalem ze bede na koncercie Yes z moich marzen, a oto nagle przed moimi oczami wlasnie jest. Widac bylo ze nie tylko ja tak reagowalem bo wszyscy jak jeden wstali wyraznie wzruszeni tym co slysza. To moj zreszta pierwszy koncert YES (chociaz bylem juz na ABWH) a wiec i radosc tym wieksza.

Cala lista zagranych utworow jest nastepujaca:

Close to the Edge
Starship Trooper
Gates of Delirium (w calosci)
Fields of Green
Heart of the Sunrise
Ritual ( w calosci)
Your Move/All Good People

na bis: Roundabout

Wszystkie utwory byly wykonane kapitalnie ... jak widac nie moge byc obiektywny a wiec nie bede opisywal kazdego utworu z osobna bo podobne okreslenia pasowalyby do kazdego z nich. Postaram sie jednak opisac kilka szczegolnych detali dotyczacych tego koncertu w Holmdel, NJ.

Przede wszystkim trzeba stiwerdzic ze atmosfera byla wspaniala. Kazdy utwor byl nagradzany dlugimi owacjami. Wygladalo ze zespol tez byl tym mile zaskoczony, ale tez ze bardzo im sie to podobalo - usmiechniete twarze mowily za siebie same, a Anderson - wyraznie wzruszony nie staral sie przekrzyczec publicznosci i nawet sprawil komplement po CTTE stwierdzajac ze "musimy byc w New Jersey". W sumie nie wiem dlaczego gdy Anderson przemawial bylo go bardzo slabo slychac, ale na szczescie gdy zaczynala muzyka wszystko wracalo do normy ;-)

Widac bylo ze reakcja publicznosci dodawala calemu zespolowi energii i na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac, i to za sprawa Chris'a Squire'a, ktory w drugim juz kawalku zaczal "szalec" czyli skakac i biegac po scenie, a uderzenia basu mozna bylo odczuc na wlasnym ciele (pomimo tak dalekiej odleglosci od sceny). Wogole widac bylo ze caly zespol mial niezla zabawe ... caly to moze przesada .. wygladalo (przynajmniej stad gdzie bylem) ze Steve Howe byl najbardziej statyczny a jednoczesnie najbardziej skoncentrowany na tym co sie dzieje muzycznie. Wygladalo to tak jakby to on wzial na swoje barki glowna odpowiedzialnosc za kierunek jaki zespol obral. Jesli chodzi o Igora Khoroshev'a to wydaje mi sie ze bardzo dobrze wszedl w swoja role - chociaz troche zbyt sztywno trzymal sie tego czego od niego wymagano. Byc moze jest to wynik ciagle bycia "nowicjuszem" w zespole i faktu ze napewno nie moze sobie na tyle pozwolic co na przyklad w takiej sytuacji moglby zagrac Wakeman itp.

Zapowiedz Gates of Delirium wprowadzila publicznosc w ekstaze, ale takim naprawde kulminacyjnym punktem koncertu byl Ritual w trakcie ktorego Howe zszedl ze sceny a czterech pozostalych muzykow wzielo sie za instrumenty perkusyjne. Igor zszedl do przodu sceny i na mniejszych bebnach (ustawionych na stojakach przed nim) na rowni z Alan'em White'em nadawal tempo, Chris walil na kotlach, Jon na czyms tam przy perkusji Alan'a i Alan ... wiadomo ;-)
.... to bylo cos wspanialego ;-)))

Anderson sprawil publicznosci jeszcze jedna niespodzianke, a mianowicie zdradzil fakt ze ten wlasnie koncert jest nagrywany ... a wiec moze w przyszlosci bedzie dane uslyszec go wszystkim ;-)))

Oczywiscie po zakonczeniu podstawowego programu muzycy zeszli ze sceny, ale tez wkrotce wyszli z powrotem i zagrali na bis Roundabout. Dlugie owacje juz nie pomogly gdyz zaswiecono swiatla - definitywny znak ze muzycy juz nie powroca ... szkoda ... taki magiczny wieczor moglby trwac bez konca ;-)

A wiec ... zespol Yes w tak wspanialej formie i z takim repertuarem napewno pozostanie dlugo w mojej pamieci... to napewno bedzie jeden z moich koncertow naj... naj... obok takich jak np. zeszloroczny koncert Roger'a Waters'a, koncert zespolu IQ na festiwalu NEARfest czy sprzed 10-u lat wczesniej koncert ABWH ;-)))

I to by bylo na tyle ... ;-)

Pozdrawiam, Peter


Na Yesomanii od 14 października 2000.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd