***
O ile płyty Anderson Bruford Wakeman Howe można nie traktować jako płyty Yes to Union jest już niekwestionowanym tworem całego zespołu. Krótki tekst wyjaśniający genezę płyty informuje, że... obydwa zespoły w mniej więcej tym samym czasie przygotowywały materiał do nowych płyt... spotkali się przypadkowo... jeden drugiemu coś pokazał... zaproponował... i zdecydowali się! Nagramy wspólnie wielkie dzieło! Piętnaście utworów, w których zawarty jest cały katalog stylistyczny Yes. Mnóstwo rozbudowanych, długich i szybkich riffów. Dużo też i innych, hardrockowych, Springsteenowskich. Sting, Queen, Genesis chyba dają o sobie znać w harmoniach wokalnych, w ogóle w aranżacjach. Steve Howe w Masquerade znów próbuje uprawiać swe solistyczne poletko: błądzenie dwunastostrunowej gitary po akustycznych ścieżkach Roundabout. Reggae pojawia się w Saving My Heart. Podporządkowywanie się przebojowej sztampie jest wyczuwalne. Yes przy tym dąży do stylu, będącego niejako muzycznym Frankensteinem - do stylu złożonego z czego tylko popadnie. Jeżeli jest to wytyczna kierunku Yes na najbliższy czas, to trzeba zastanowić się, czy zespół nie nagrywa już tylko po to, żeby zarobić (kc)