Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RECENZJE
Dane o tej płycie

Pięciu wspaniałych - Time And A Word

Wiesław Weiss
Tylko Rock 5/93 - wkładka nt. Yes


**1/2

Płyta Time And A Word jest już świadectwem pretensji artystycznych, które w niedalekiej przyszłości miały wpisać twórczość Yes w ramy zjawiska nazywanego mniej lub bardziej fortunnie art rockiem, rockiem progresywnym bądź rockiem symfonicznym. To Jon Anderson, pod wpływem wcześniejszych poczynań The Nice, The Moody Blues czy Deep Purple, zaproponował wspólne nagrania z orkiestrą i przekonał do swojego pomysłu kolegów. No, nie wszystkich. Gitarzysta Peter Banks próbował się sprzeciwiać. Co to ma wspólnego z rockiem?- wydawał się pytać. Ów spór, o którym wiemy niestety tak mało, wydaje się świadczyć o tym, że kierunek dalszych poszukiwań artystycznych Yes stał ciągle pod znakiem zapytania. Że był przedmiotem dyskusji. W każdym razie do tej właśnie chwili. Do momentu nagrania Time And A Word.

Niestety nie jest to płyta udana. Anderson twierdzi dziś, że pragnął jedynie przydać kompozycjom Yes kolorytu. Z jego wypowiedzi sprzed lat wynika jednak, że miał ambicje większe. Że liczył na wzbogacenie muzyki zespołu pod względem formalnym, że wierzył w możliwość jej uszlachetnienia. Właściwie nie udało się ani jedno ani drugie. Niemal każde pojawienie się orkiestry odbiera się jako zgrzyt. I właściwie trudno odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, czy w kompozycjach stworzonych w tym czasie przez Yes w ogóle nie było miejsca na patetyczne wejścia smyków, czy po prostu zawinił kiepski aranżer.

Najlepiej bronią się na płycie opracowania dwóch znanych utworów. Zwłaszcza No Opportunity Necessary, No Experience Needed Richiego Havensa. Zespół zbliżył się tu do swoich mistrzów - grupy Vanilla Fudge, która specjalizowała się w takich zuchwałych przeróbkach, i formacji Cream, która potrafiła z najbardziej błahej piosenki zrobić popis instrumentalnej wirtuozerii. Nie tyle wzbogacił ową mdła, folkową balladę, co raczej przetworzył w coś zupełnie nowego, nieoczekiwanego, fascynującego. A przy tym ogromnie dowcipnego. Wybornym żartem okazało się bowiem wprowadzenie w No Opportunity... osobliwej klamry - melodii z klasycznego westernu Siedmiu wspaniałych, i nie mniejszym zachwytem słucha się przeróbki numer dwa - pełnej kontrastów wyrazowych i dynamicznych, wspaniale rozimprowizowanej wersji Everydays Stephena StiIIsa. Nie najlepiej wypadły natomiast kompozycje premierowe, dzieło głównie Andersona - zazwyczaj dość ładne piosenki, ale jakby bez przekonania przetworzone w zawiesisty, cokolwiek chaotyczny, creamowski rock. Tylko dwóch z nich można próbować bronić - Then i Astral Traveller... (w)



Na Yesomanii od 12 lipca 1999.

   POWIĄZANE:

Dane o tej płycie

Robert: Time And A Word
Autor: Robert Drózd
Dodane: 16 listopada 1998.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd