****
Powrót Ricka Wakemana do Yes po dwóch latach nieobecności zaowocował nagraniem pięciu utworów, z których Wonderous Stories niespodziewanie okazało się dużym przebojem w Wielkiej Brytanii. W porównaniu z poprzednimi płytami zwiększył się nacisk na krótsze i bardziej jednorodne utwory. Tylko Awaken hołduje starym zamiłowaniem do większych form. Styl aranżacyjny właściwie nie uległ dużym zmianom. Trochę więcej jest lirycznych i akustycznych momentów - szczególnie gitarowych (Turn Of The Century, Wonderous Stories). Mocniej też zaznacza się obecność Steve'a Howe'a. Jego szybkie palce wypełniają często tło utworów płynnymi gamami i ozdabiają wstępy utworów solistycznymi popisami. Wakeman - po swym powrocie - trzyma się jakby bardziej na uboczu, tworząc gęstą i barwną tkaninę, na której Chris Squire zawiesza swoje wyraziste rytmicznie pasaże i rozciągnięte riffy. Partia perkusji zdaje się być wtopiona w tło i ustępuje gitarze basowej w tworzeniu rdzenia rytmicznego utworów. Teksty Andersona pozostają w swojej poetycko uduchowionej sferze, operując jak zwykle subtelnymi skojarzeniami i nastrojami.
Powrót Wakemana na pewno nie zmniejszył energii grupy. Cechuje ją duża żywiołowość gry, która przypomina trochę The Yes Album. W grze muzyków nigdy nie brakowało czadu, ale jest on bardziej wyczuwalny, gdy wykonują ewidentnie udane utwory. Wonderous Stories to właśnie charakterystyczne dla Yes udane połączenie efektownych melodii, charakterystycznych brzmień (choćby vahalia, trochę jak mandolina), "jazzujących" solówek i specyficznej warstwy wokalnej. Rezultat? Ten trudny do określenia klimat, łączący się z tym, co najlepsze w muzyce Yes. W Awaken wszystkie te elementy: wykonawcza wirtuozeria, wyraziste "klasycyzmy" i rozbudowane riffy składają się na dużą i powoli rozwijającą się formę. W najciekawszych momentach niemal niezauważalnie zespół przechodzi od jednej "faktury brzmieniowo-nastrojowej" do drugiej. Indywidualne popisy muzyków rysują się bardzo wyraźnie na takim tle. Sprawność techniczna - zawsze mocny punkt Yes jest tu wielkim atutem. Nie odczuwa się żadnych, nawet drobnych niezręczności w częstych zmianach rytmicznych. Klawisze, jak zawsze, w dużym stopniu uzupełniają warstwę wokalną utworu, szczególnie charakterystyczne, wielogłosowe harmonie. Perfekcja wykonawcza Yes na Going For The One idzie w parze z wysokiej jakości kompozycjami. Potwierdza to, że ten "podstawowy" skład Yes jest najlepszy pod każdym chyba względem. Nawet wprowadzenie "obcego" elementu jak charakterystyczna, niemalże w stylu Jeffa Becka gitara slide w Going For The One nie mąci zbytnio klarownego stylu Yes. A powrót Wakemana był najwyraźniej potrzebnym, dodającym wigoru zastrzykiem. (kc)