***
Tytuł płyty okazał się szczerym odzwierciedleniem sytuacji zespołu. W 1979 roku odeszli Rick Wakeman i Jon Anderson. Publiczność odwracała się od artrockowych produkcji w kierunku uproszczonego i bardziej komunikatywnego rocka. Ostatnia płyta Yes przed czasowym zawieszeniem działalności nie była jednak rozpaczliwą próbą zmiany wizerunku. Wiele z charakterystycznych cech muzyki Yes pozostało. Odejście Andersona nie wpłynęło w istotny sposób na aranżacje wokalne. Udało się je odtworzyć wspólnymi siłami Howe'a. Squire'a, White'a i nowych muzyków- Geoffa Downesa i Trevora Horna. Nawet charakterystyczny dla Wakemana styl gry został właściwie zachowany, a nowe wątki z Tormato mają tu swoją kontynuację. Powrót do rozbudowanych form (tylko cztery utwory!) jest - mimo wszystko - dość zastanawiający. Ale są one, tak jak przedtem, bardzo zręcznie konstruowane, a aranżacje - nie mniej przemyślane. Tak samo jak wcześniej, rozbudowane wirtuozowskie riffy. poparte techniczną biegłością Squire'a, tworzą motywiczną bazę i spoiwo utworów. Wpływy stylistyczne Genesis, Queen i Stinga są znowu tu i ówdzie słyszalne.
Opracowania wokalne chyba wynikają z nowych możliwości świeżego składu. Jednak brak tu jednej ważnej rzeczy. Mniej wyczuwalna jest spójność kompozycji. Często tuszuje to aranżacyjne mistrzostwo. Into The Lens Through The Light jest być może najlepszym tego przykładem. Hitowo-taneczne rytmy i melodie przeistaczają się w ciche, balladowe momenty, które nie mają z nimi ścisłego związku tematycznego ani formalnego. Wydaje się to być bardziej pokazem olbrzymich możliwości wykonawczych. Warsztat instrumentalny Yes jest - jak zawsze - nienaganny. Jednak muzyka zbliża się niebezpiecznie do banału. Obnaża to słabość poetyckich tekstów. Nie można oprzeć się wrażeniu, że bez odpowiednio mocnej oprawy muzycznej tego rodzaju literackie konstrukcje rozsypują się. Tempus Fugit proponuje na koniec typowo Yesowską fakturę brzmieniowa, jednak gitarowy akompaniament niby-reggae i ogólna gładkość pozbawiają utwór dawnego "pazura". Szafowanie szybkimi, unisonowymi pasażami gamowymi niestety dopełnia poczucia jałowosci muzycznej tej płyty. Po zapoznaniu się z tym Dramatem decyzja o zawieszeniu działalności wydaje się więc całkiem zrozumiała, (kc)
Autorowi recenzji należy pogratulować umiejętności liczenia w zakresie liczb naturalnych... (Dla niezorientowanych pytanie: ile utworów jest na tej płycie?) (przyp. rd)