**1/2
Miałem nadzieję, że obecność właściwie najważniejszych muzyków Yes wpłynie w jakiś sposób na muzyczną wartość tego przedsięwzięcia. l rzeczywiście, w Roundabout i głos Andersona, i gitara Howe'a w dość znaczny sposób zaznaczają swoją obecność, mimo że dominuje nazbyt "klasycznie" brzmiąca London Philharmonic Orchestra. Niestety już wybrane fragmenty z suity Close To The Edge, zagrane jedynie przez wielka orkiestrę symfoniczną, rażą aż nadto patosem wykonania oraz zbyt wygładzonym brzmieniem Nie inaczej jest w kolejnych kompozycjach. Bo ani gitara Steve'a Howe'a, ani perkusja Billa Bruforda nie są w stanie przydać tej muzyce rockowej mocy. Lub choćby ocalić coś z atmosfery, jaką miała na płytach Yes.
Broni się co najwyżej l've Seen All Good People. Ale to tylko dzięki wspaniałemu Jonowi Andersonowi, który - wspomagany przez chór - nadał kompozycji zupełnie nową jakość. Świetnie również wypada gitarowa miniatura Mood For A Day, zagrana przez Howe'a z akompaniamentem orkiestry kameralnej. Ale to akurat od początku była kompozycja niewiele mająca wspólnego z rockiem...
Szkoda, że tak rzadko pojawia się na te] płycie głos Jona Andersona. Szczególnie brak mi jego obecności w Soon. Pomimo całego szacunku dla Howe'a jego recytacja tekstu napisanego kiedyś przez Andersona nie oddaje w pełni atmosfery tego pięknego utworu-
Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, do kogo ma być skierowana ta płyta. Fani Yes będą raczej rozczarowani. Innych słuchaczy też raczej nie zachęci do sięgnięcia po stare albumy Yes. Po prostu kolejny muzyczny eksperyment? Być może. Szkoda tylko, że nie całkiem udany...
GRZESIEK KSZCZOTEK