Nagrywając "Tormato" Yes znajdował się u szczytów popularności. Fakt ten plus zbliżająca się okrągła dziesiąta rocznica powstania grupy spowodował iż liczni fani których jeszcze zresztą przybyło po bardzo udanym roku 1977 i płycie "Going For The One" z nadzieją oczekiwali procesu zakończenia prac nad nowym albumem. Niestety prace nie szły dobrze i to głównie z winy samych artystów który przechodzili samych siebie aby nagrania były odpowiedniej jakości. Aż nadszedł 20 września i płyta miała swoją długo oczekiwaną premierę.
Płytę otwiera utwór Future Times/Rejoice i już wiemy że zmiany są zauważalne od samego
początku. Muzyka staje się zdecydowanie szybsza, a klawisze Wakemana wysuwają się na czoło
tłumiąc praktycznie całą piękna gitarę Howe'a. Druga cześć utworu jest już zdecydowanie
spokojniejsza i przyponina dobrze znany nam "stary" Yes.
Don't Kill The Whale to swego rodzaju protest w obronie największych ssaków naszej
planety - wielorybów. Niby nic wielkiego ale utwory o tak jasnym przesłaniu nie należały
wcześniej do zbyt często granych w repertuarze Yes.
Liryczny Madrigal pozwala nam trochę odetchnąć przed czekającym już za chwile
"Release, Release" i mamy wreszcie pokaz klasycznej gitary Howe'e. Wakeman tez nieźle "czaruje"
klawiszami a Anderson.... chyba sobie nawet jeszcze sprawy nie zdaje że podobne miniaturki
muzyczne przyjdzie mu już nagrywać w duecie z Grekiem Vangelisem a grupa Yes przestanie na
pewien czas istnieć...
Tak dochodzimy do Release, Release chyba najszybciej zagranego utworu w historii
zespołu. Nawet nie wiem jak to opisać, to po prostu trzeba usłyszeć. Jako ciekawostkę dodam,
że grupa Shadow Gallery nagrała wiele lat później ten kawałek i według niektórych zrobili to
jeszcze lepiej. Wszystkich zainteresowanych odsyłam zatem do płyty "Arriving UFO to jakby żart muzyczny i jest to zdecydowanie najsłabsza
kompozycja na płycie. Wytworzony nastrój pasowałby raczej do Patricka Moraza, a nie do Wakemana
ale skoro już się tam znalazł musimy go zaakceptować.
Przepiękny i delikatny Circus of Heaven z udziałem syna Andersona Damiana to
doskonały przykład czego nie będzie w stanie dokonać Yes na płycie "Drama" bez udziału Andersona
Szkoda że dopiero wtedy zauważono jak ważną był on postacią w zespole, nawet jeśli
lansowal nagrywanie takich banalnych piosenek jak ta.
Z kolei Onward to już typowa popowa ballada, ale jak doskonale zrealizowana i zaśpiewana...
Płytę zamyka popisowo zagrany On The Silent Wings Of Freedom. Doskonałe zgranie perkusji i basu
czyni z tego utworu wielkie działo. Pamiętacie może "Survival" z debiutanckiego albumu?
Teraz mamy coś podobnego z tą małą różnicą, że "On The Silent Wings Of Freedom" brzmi zdecydowanie
bardziej świeżo i nowocześnie.
"Tormato" na pewno jest płytą nie pozbawioną wad ale chyba jeszcze nigdy przedtem Yes
nie mógł liczyć na tak szeroką grupę słuchaczy jak teraz. Album ostatecznie doszedł do 10
miejsca na liście "Billboardu" i to bez wielkich przebojów.