Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RECENZJE
Dane o tej płycie

Robert: Tales From Yesterday

Robert Drózd


Jest to hołd złożony grupie Yes głównie przez młode neoprogresywne zespoły, które wykonują jej stare utwory. Jest też kilku weteranów - Moraz, Howe, Berry i Banks. Niestety problemem wszystkich składanek typu "Tribute to..." jest bardzo nierówny poziom. Nie inaczej jest i tutaj.

Zaczyna się obiecująco. Roundabout w wykonaniu Roberta Berry'ego jest świeże, efektowne, zaśpiewane na luzie. Berry w latach 80 był zastępcą Grega Lake'a w Emerson Lake And Palmer.

Niestety pierwsze minuty następnego nagrania, Siberian Khatru w wykonaniu Stanley Snail są niemalże kalką oryginału, za wyjątkiem wokalistów (jest ich trzech, w tym znany w neoprogowym światku Nick D'Virgilio), którzy wypadają hm... średnio tj. znacznie gorzej niż oryginał. Pośrodku utworu robi się nieco ciekawiej, np. jest ładnie zaaranżowane perkusyjnie solo klawiszowe. Utwór kończy efektowny cytat z "Heart Of The Sunrise" Nadal jednak dolna strefa stanów średnich.

Teraz Mood For A Day które zagrał Steve Morse. Nienaganne technicznie, całkowicie wyekstrahowane z uczucia. Podobnie The Clap, które znajduje się nieco dalej.

Don't Kill The Whale w wykonaniu Magellana to bardzo smaczny kąsek, zdecydowanie odmienny od wersji jaką znamy z "Tormato". Mnóstwo ciekawych brzmień, interesujące podziały rytmiczne, jedyne zastrzeżenia można mieć do wokalisty, który czasami zdecydowanie "nie wyrabia"...

Turn Of The Century w wykonaniu Howe'a i Annie Haslam (wokalistki Renaissance) nie powala, jest za bardzo ascetyczny, ale nie ustępuje zbytnio oryginałowi.

Teraz mocne uderzenie - Release Release zagrany jest przez Shadow Gallery z brawurą i emfazą, z jakich grupa ta jest znana. Sporo ostrej gitary i zdecydowanego klawiszowego tła.

Druga strona kasety wita rozmarzoną wersją Wonderous Stories. Mniej rozmarzoną niż oryginał... Liderem zespołu World Trade i wokalistą w powyższym nagraniu jest Billy Sherwood, od 1997 drugi gitarzysta Yes. Na mnie utwór nie robi żadnego wrażenia i to jego największy grzech.

South Side Of The Sky odklepane przez Cairo nigdy nie było moim faworytem. Może dlatego, że i oryginał nie jest mistrzostwem świata. W sumie, poza wokalem (infantylne chórki) trudno się czepiać, porządny neoprog.

Trzeba nie mieć wyobraźni, żeby mówić, iż wykonanie Soon przez Patricka Moraza na fortepian solo nie jest świetne. Wirtuozeria i mnóstwo uczucia. Tak się jednak składa, że gdy ma się w pamięci ładunek emocji w głosie Andersona na płycie "Relayer", wersja instrumentalna blednie.

Changes w wersji Enchanta słucha się bardzo przyjemnie, ale trudno wymagać, by zrobili arcydzieło z dosyć przeciętnego kawałka.

Następnie instrumentalna wersja Astral Traveller. Nagranie Petera Banksa brzmi świetnie, wcale nie brakuje wokalu, który wypełnia długie solo gitary.

Album kończy Jeronimo Road (w roli głównej Adam Wakeman) ostrym Starship Trooper. Niestety, niewiele wynika z świdrujących solówek i podkładów gitarowych. Także klawisze nie zachwycają...

Podsumowując: dobry poziom techniczny, ale za dużo neoprogowych udziwnień i "grania na kolanach", za mało naprawdę oryginalnych pomysłów. Niektóre nagrania są całkowicie wyprane z emocji.


Na Yesomanii od 8 września 1999.

   POWIĄZANE:

Dane o tej płycie

Tylko Rock: Yes - Tales From Yesterday
Autor: Grzesiek Kszczotek (Tylko Rock 12/95)
Dodane: 12 lipca 1999.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd