Ponownie - koncert (pierwsza płyta) i utwory studyjne (druga płyta). I jedno i drugie przebija "Jedynkę". Koncert brzmieniem i dynamiką podobny jest do tego co mieliśmy okazję usłyszeć w marcu. Aż trudno w to uwierzyć, że został on nagrany w tym samym czasie i miejscu co "KTA1". Z kolei część studyjna jest jakby powrotem w lata 70, choć w sekcji rytmicznej słychać, że dekada współpracy z Rabinem zrobiła swoje - więcej dynamiki i surowości brzmienia. Wybija się szczególnie "Mind Drive" - najpierw soczysty, wirtuozerski wstęp - potem nadzwyczaj żywe wejście Andersona, ciągłe zmiany dynamiki, po prostu CUDO. Rzecz, którą można postawić śmiało między "Close To The Edge", a ..."Machine Messiah". To ostatnie nieprzypadkowo - ogólny zarys "Mind Drive" powstał już w 1981 roku na próbach zespołu XYZ, który tworzyli Squire, White i Jimmy Page. Inne kawałki nieco odstają, ale głodne dobrej muzyki rzesze fanów Yes rzuciły się na ten album z niesamowitą radością. Niestety nie trwała ona długo, bowiem wkrótce potem odszedł (znowu!!!) Wakeman...