Stawiając piątkę płycie uznanej za najgorszą w dorobku Yes (w "Tylko Rocku" znalazła się w Antykanonie ) wiem że narażam się fanom. Wcale jednak nie uważam tego za pop. Pamiętam, gdy słuchałem jej pierwszy raz, to aż wkurzał mnie ten zgiełk robiony przez Rabina. Gdy tylko pojawi się jakiś ładny popowy fragment, to zaraz zagłusza go zgiełk gitary, jakby chciał powiedzieć - o nie to się na przebój nie nadaje! Najlepszy kawałek z płyty to "I'm Running" z genialną progresją wokalną. Jeszcze może dwa skojarzenia. W "Final Eyes" jest taki "piękny" refren (śpiewany chyba przez Rabina), który brzmi jak fragment nagrań duetu Roxette ( z wokalem Pera Gessle). Z kolei po uderzeniu w refrenie "Big Generator" aż się prosi o wejście niejakiego pana Hetfielda i "You Should Die!" (Dla ortodoksyjnych artrockowców: jest to lider Metalliki).