W ciągu ostatnich kilku lat skład grupy YES przechodził rozmaite zawirowania. Kłótnie, odejścia, powroty. Czy ktoś przypuszczał, że ten burzliwy okres zakończy się odrodzeniem formacji w jej najsilniejszym składzie? Ja nie przypuszczałem, choć nieśmiało o tym marzyłem. Marzenie spełniło się. Znów na gitarze gra fenomenalny Steve Howe, klawiatury obsługuje człowiek-orkiestra Rick Wakeman. Album odrodzonego Yes zapowiadano już na wiosnę '96, jednak realizacja projektu została zakłócona na skutek choroby matki R. Wakemana.
Na repertuar albumu złożył się materiał nagrany w czasie koncertów jakie odbyły się w dn. 4,5,6 marca '96 w małym teatrze Obispo w San Louis oraz dwa nowe utwory studyjne. W efekcie powstała najlepsza płyta Yes od czasu "Going For The One" z 1977 roku. Materiał koncertowy zrealizowany jest perfekcyjnie. Zespół gra doskonale, bardzo precyzyjnie i nieco inaczej niż w studio (w przypadku "Onward" zupełnie inaczej). Jest w tym odrobina szaleństwa (np. finał "Starship Trooper"), ale nie przeobraża się ona w chaos (jak np. na słynnym albumie koncertowym "Yessongs"). Na najwyższe noty zasłużyli "nowi-starzy" muzycy: S.Howe - jak zwykle grający z największym luzem i swobodą oraz R.Wakeman, który nieco pozmieniał, przearanżował i ożywił swoje partie instrumentalne. Na osobne słowa uznania zasługuje repertuar: "Onward" - chyba nigdy nie wykonywany na żywo, "Revealing ..." i "America" - ostatnio grane na koncertach ponad 20 lat temu. Można tylko żałować, że na KTA nie znalazły się wykonane w SLO "Parallels" lub "Turn Of The Century". Ale jak mówią dobrze zorientowani, będą one umieszczone na przygotowywanym "KTA vol. 2".
Część studyjna to ledwie dwa nagrania, ale jakie! "Be The One" zaczyna się bardzo niewinnie i spokojnie, ale stopniowo nabiera tempa, by już w połowie przeobrazić się w yessowe tornado. Chwilę wytchnienia przynosi pierwsza część kompozycji "That, That Is" : Togetherness - piękne solo gitarowe S.Howe'a. Następne części już nie są takie sielskie. Całość budową i nastrojem przypomina suity, jakie złożyły się na cykl "Tales From Topographic Oceans", czyli najbardziej zagmatwany i kontrowersyjny projekt Yes. Po pierwszych przesłuchaniach kompozycja może robić wrażenia zlepku wielu nie pasujących do siebie wątków. Aby ogarnąć jej bogactwo melodyczne potrzeba trochę czasu.
Geniusz Yes po raz kolejny dał znać o sobie.
P.S. Niedawno nakładem japońskiej firmy Made In Japan ukazał się zestaw dwóch kaset wideo "Keys To Ascension" dokumantujący cały występ YES w SLO (niestety, nie wiem z którego dnia). Ten sam materiał ukazał się na potrójnym bootlegu "Live Meeting 1996".