"How the magic of love grows each day in my heart
Of this EARTHMOTHEREARTH I am blessed to be part."
"Magiczna miłość, czuję co dzień rozkwita w mym sercu.
Kocham MATKĘ NATURĘ, cudownie jest czuć się jej częścią."
"Przychodzi taki czas, gdy możesz robić rzeczy, które chcesz robić - dla mnie przyszedł właśnie ten czas. Śpiewać razem z naturą i słyszeć naturę śpiewającą razem ze mną jest samo w sobie realizacją mej miłości do życia i do muzyki.Najlepsze życzenia, Jon"
Jeśli poczuliście kiedyś dziwną ochotę, by gumowym pontonem wypłynąć o świcie na spowity mgłami Atlantyk aby ratować wieloryby... lub jeśli widząc klucz dzikich gęsi znikający na skraju horyzontu zapragnęliście kiedyś polecieć wraz z nimi na południe... znaczy to, że podobnie jak Jon Anderson i jego żona Jane Luttenberger Anderson jesteście częścią natury.
Jon Anderson w przypływie takiego właśnie nastroju postanowił wspólnie z Jane zrealizować album ekologiczny. Wystawił swoją harfę, gitarę, mikrofony do ogrodu i zaczął nagrywać swą muzykę... w towarzystwie śpiewających ptaków i szumu wiatru pośród liści.
Efektem owej sesji jest suita "Earthmotherearth" składająca się z kilku akustycznych piosenek, wzbogaconych dwoma recytacjami wierszy Jane oraz trzema niedługimi improwizacjami na harfie. Jedną z piosenek śpiewa Jane.
Całość rozpoczyna się radosnym i przebojowym "Time Has Come", przypominającym nieco naszą Krainę Łagodności. Swobodny i łagodny śpiew Andersona bardzo ładnie komponuje się z tłem tworzonym przez delikatny akustyczny akompaniament gitar, nucenie Jane, delikatne dźwięki harfy, śpiew ptaków, pomiaukiwanie kotków... W nieco bardziej dynamicznym "That Crazy Wind" słychać szum wichru, w "Whalewatching" pojawia się śpiew wielorybów nagrany na Hawajach. Ten ostatni utwór zamienia się stopniowo we wspaniałą pieśń, w której Jon próbuje za pomocą różnych rodzajów śpiewu nałożonych na siebie odzwierciedlić monumentalną energię życia wielorybów i starożytność ich obecności na naszej planecie.
Uwagę przykuwa także siedmiominutowa kompozycja "Concerto Due" zróżnicowana pod względem tempa i melodii, w której Jon wykonuje kilka warstw wokalnych próbując wydobyć różne barwy swego głosu.
Piękne zakończenie albumu stanowi pieśń tytułowa "Earthmotherearth", będąca rodzajem hymnu mówiącym o jego unii z naturą, a zakończona wierszem recytowanym przez Jane, którego fragment otwiera niniejszy opis płyty.
Okładkę albumu "Earthmotherearth" zdobi listek krwawiący krwawą kropelką o kształcie serduszka... Przesłanie dość jednoznaczne: przyroda kocha nas, choć tak bardzo ją ranimy. Za nieco mniej udany uważam wystrój graficzny wydrukowanej na papierze z odzysku (jakżeby inaczej!) książeczki. Akwarelowe "mazańce" autorstwa samego Jona są próbką jego malarskich zapędów. Ilekroć gdy oglądam jego malowidła myślę sobie, że Anderson powinien zaniedbać karierę malarza i poświęcać wolny czas na śpiewanie.
Ciekawostkę stanowi fakt, że wydania albumu podjęła się wytwórnia Elipsis Arts, która na co dzień wydaje płyty i zestawy płyt zawierające muzykę etniczną.
Łukasz Wierzbicki