The Ladder - opinie Yesomaniaków
Nowa płyta Yes była na naszej liście dyskusyjnej omawiana wielokrotnie, toczyły się boje o ocenę poszczególnych utworów oraz albumu jako całości. "Drabina" zbierała zarówno pochwały, jak i cięgi. Wybrane subiektywnie fragmenty e-maili prezentuję tutaj. Puryści niech wybaczą brak polskich liter oraz zdarzające się błędy - teksty pisane były "na gorąco".
(16-08-1999)
Marek Jedliński:
(o utworze 'Homeworld')
Zgadzam się i za każdym przesłuchaniem coraz więcej mi się tam podoba - ale
nadal mam wrażenie, że głowny temat jest trochę słaby melodycznie - Jon
trochę za często rezygnuje ze swoich pięknych melodii na rzecz takiego
jakby "skandowania" na jednej nucie. To samo dotyczy zakończenia - chyba
wolałbym, żeby Homeworld kończył się wydłużoną partią instrumentalną, bo
ten akustyczny fragment z fortepianem wypada blado (w porównaniu np. z
Leaves of Green). I jeszcze - po trzykrotnym "We follow the sun" piosenka
prawie się rozpada - zupełnie nie mam wyksztalcenia muzycznego, więc nie
mogę tu udawać fachowca, ale mam wrażenie, jakby nie wiedzieli co dalej
począć. Owszem, wraca motyw basu, ale nic się z nim tam nie dzieje poza
stopniowym "wzmocnieniem" - trochę jak w Mind Drive, ale bez wyraźnego
celu, bo przejście do akustycznej cody z Koroszewem jest jakieś niezgrabne
dla moich uszu.
Jestem tylko ciekaw, czy tak zwanym giercownikom spodoba się taki podkład
muzyczny :) Właśnie do gry mógłby pasować utwór bardziej dynamiczny,
prawda? Nie IWO nie jestem przekonany, że akustyczny fortepian+wokal to
akurat dobry pomysł na ścieżkę dźwiękową do kosmicznej gry komputerowej.
(1-09-1999)
Witek Czuszyński:
Kochani, zaczelo sie wielkie odliczanie. Juz za trzy tygodnie w Europie
pojawi sie The Ladder! Ostatnio na a.m.y. kilka osob majacych okazje
uslyszec plyte w calosci ocenialo ja w skali od 1 do 10. Oceny byly
rozbiezne - od 5,5 do 9, srednio okolo 7. Wynik nie najlepszy lecz
powyzej sredniej.
(6-09-1999)
Robert Drózd:
(o Yes w mp3)
Przyszedlem dzisiaj na uczelnie z 20-oma dyskietkami i wow zmiescily sie
pierwsze trzy kawalki :-\
ps. specjalnie w celu posluchania Yesow kupilem sobie nareszcie karte
muzyczna!!!
(9-09-1999)
Artur Wójcik:
Plyte slucha sie przyjemnie ale na kolana nie rzuca.Najpierw Homeworld
O slabosci plyty swiadczy juz to ze na niej sie on znalazl.Pierwotnie
mialo go na plycie nie byc tylko na samej grze.Niestety chlopakom chyba
zabraklo pomyslow.Sam utwor jest OK ale chyba troche zle zmiksowany
wyraznie brak mu kopa jest troche bez blasku,jakby wymeczony na sile
w wersji reklamowej z gry robil lepsze wrazenie mimo fatalnej jakosci
(wiecej do wyobrazenia sobie)Niedawno Robert skrytykowal That that is
za brak spojnosci.Kawalek rodem Private Collection na koncu Homeworld
jest chba doklejony klejem biurowym kiepskiej jakosci.
It'll be A good day to gniot jakicn Yes stworzyl niewiele.Gdyby nie
niezle klawisze moglby byc blizniakiem superhitu Holy Lamb.Ciekawe
kto gra na syntezatorach(ogolnie na plycie klawisze sa dobre choc czesciej
w stylu Kaya niz Wakemana).Jesli to Igor to wcale na plycie nie slychac
Sherwooda(moze to i lepiej).Bas tez nie dorasta do piet temu co bylo
na np Yes Album.
(11-09-1999)
Marek Jedliński:
Trudno mi przychodzi to napisać, bo do Yes trafiłem przez Andersona i on,
obok Howe'a, zawsze był dla mnie najważniejszym twórcą w zespole - ale tym
razme, przy tej płycie, ma coraz silniejsze wrażenie, że Anderson jest
najsłabszym ogniwem łańcucha. teksty pisze coraz banalniejsze już od lat,
ale jego linie melodyczne na Ladder są właśnie monotonne, "płaskie" i
bardziej skandowane niż śpiewane - a na dodatek brak w nich nałądowania
emocjonalnego takiego, jakie słychać na CTTE albo Heart of the Sunrise...
Nie rozumiem, dlaczego, bo bardzo pięknie, ze wspaniałą modulacją i
wyczuciem emocji zaśpiewał dopiero co "Sad Eyed lady of the Lowlands"
Dylana na plycie Howe'a, więc nie stracił talentu ani głosu... Więc nie
rozumiem, dlaczego tak się dzieje, że musyka na The Ladder jest dla mnie
ciekawsza i bogatsza w partiach instrumentalnych, natomiast kiedy Jon
zaczyna śpiewać, z każdej piosenki robi się prawie popowy numerek.
Moja największa pretensja do TL jest taka, że aż trzy utwory mają
identyczną podstawową strukturę: Homeworld, Finally i The Messenger. Każdy
z nich ma "główną" ostrzej rockową część, po któej następuje chwilka
akustycznej niemal-ciszy, po czym utwór kończy się akustyczną codą: raz
Igor + Jon, a dwa razy Steve + Jon. Nie są te końcówki brzydkie ani złe :)
ale ile można? Nawet na słabszych płytach Yes (Tormato, Union, BG, Talk)
nie ma takiego ubóstwa kompozycyjnego i powielania struktury. owszem, na TL
sporo dzieje się w warstwie intrumentalnej "tkanki" utworów, ale leżące u
podstawy piosenek kompozycje są często banalne.
(14-09-99)
Marek Jedliński:
PS. Dwie uwagi po świeżym przesłuchaniu Tormato:
a) The Ladder wydaje mi się być logiczną kontynuacją tegoż
b) Pisaliście (-śmy) krytycznie o głosie Andersona na The Ladder. To nie
jest sprawa wieku. Na Tormato śpiewa dokładnie tak samo - posłuchajcie
"Release Release". To chyba jednak kwestia tempa, dynamiki utworów i może
produkcji.
(26-09-1999)
Marek Jedliński:
Na osobnej stronie... [w nowym oknie]
(1-10-1999)
Piotr Tworowski:
Witajcie !
No i w koncu sciagnalem cala plyte.
Przesluchalem i....... sorry ale nie napisze
o niej ani slowa.
Poza Homeworld , ktore jest niezle,
reszta to.....nie, nie powiem zlego
slowa o Yes.
Rozczarowanie roku.
pzdr
Tworek
PS. Najgorszy utwor w historii Yes - Lightning Strikes.
(10-10-1999)
Juliusz Chróścicki:
Czesc,
Wreszcie dostalem plyte w swoje rece, a stalo sie to w piatek rano.
Niestety z pierwszym przesluchaniem musialem czekac do wieczora i moglem
skoncentrowac sie poki co na szacie graficznej. Przede wszystkim w oczy
rzucaly sie dwie naklejki przyczepione do opakowania. Jedna glosila, ze
plyta ta moze posluzyc jako CD-ROM zapowiadajacy gre komputerowa
HOMEWORLD zawierajaca muzyke YES.
Po blizszych ogledzinach wychodzi, ze jedynym kawalkiem Yes
wykorzystanym w grze jest Homeworld, ale moge sie mylic. Jest tam tez
filmik (2 minuty 18 sekund), w ktorym fragmenty gry przeplatane sa z
wypowiedziami Andersona i naczelnego firmy, ktora gre wypuscila oraz
fragmentami sesji nagraniowej. Nie wiem co dokladnie zostalo
powiedziane bo mi Soundblaster odmowil wspolpracy, ale sadzac po
znudzonej minie siedzacego w glebi Koroszewa, nie jest to cos na co
bede czekal z zapartym stolcem. Amatorzy gier moga sie udac do
www.Homeworld.net.
Druga nalepka glosi: Lightning Strikes Again..."THE LADDER is a return to
form - the best album since Fragile and Close To The Edge". Zgroza mnie
ogarnia gdy czytam takie wypowiedzi pochodzace od wiceprezydenta firmy, o
ktorej nigdy nie slyszalem (Album Network) i ktora wchodzi w sklad innej,
tez mi nieznanej (SFX Entertainment), a zajmujacej sie promocja takich
gwiazd jak Bloodhound Gang, Paula Poundstone i 98 Degrees ( jezeli
ktokolwiek wie cos o tych wykonanwcach, moze spokojnie zachowac to dla
siebie) - na ogol nie wrozy to nic dobrego.
Teraz rzecz najtrudniejsza - ustosunkowanie sie do muzyki. Slucham jej bez
przerwy od piatkowego wieczoru, nie dlatego, zeby mi sie tak bardzo
podobala, ale chcialem wyrobic sobie jakas opinie. Efekt jest taki, ze zona
mnie zlosliwie pyta czy w domu nie ma juz zadnej innej plyty, a ja nadal
mam mieszne uczucia. Bede musial sobie jakas przerwe i wrocic do tego
pozniej, a narazie pare uwag "na goraco".
Po pierwszym przesluchaniu najbardziej podobal mi sie The Messenger, bo
wydawalo mi sie, ze slysze tam nastroje z okresu Going For The One/Tormato.
Pozniej przestalo mi sie tak wydawac, ale kawalek dalej mi sie podoba.
Nastepnie ida Finally i New Language. Ten ostatni ma wprawdzie fragment
jazzujacej gitary, ktore mnie troche irytuje, ale nie tak jak
latyno-amerykanskie rytmy w Lightning Strikes. Moze przy bossa-novie to sie
i dobrze tanczy, ale ja bym wolal, zeby Anderson zostawil to na swoje
solowe plyty. Im dluzej tego slucham, mniej mi sie podoba, staje sie nudne
i meczace. Odwrotnie bylo z Homeworld, ktorym poczatkowo nie bylem
zachwycony, ale nabralem do niego przekonania w miare uplywu czasu. Na
temat Can I? nie mam sie w ogole ochoty wypowiadac. Jesli chodzi w
pozostale utwory, to lawa przysieglych nadal obraduje - najwiekszym
problemem jest to, ze przechodza one nie pozostawiajac zadnego wrazenia,
zlego czy dobrego. Utwory zaczynaje sie obiecujaco tylko po to, zeby zaraz
rozmyc sie i znijaczyc, jezeli takie slowo istnieje. To i owdzie spodoba
sie jakis krotki fragment czy brzmienie (jest to glownie zasluga
Koroszewa), ale to wszystko.
Reasumujac, nie wyglada mi to jak material na klasyka, a przynajmniej
nie za mojego zywota. Czytajac niezbyt pochlebne wypowiedzi na temat The
Ladder mialem cicha nadzieje, ze ludzie ci sie myla. Niestety
rzeczywistosc jest, wedlug mnie, taka, ze nie jest wprawdzie ostatni
syf, ale o powrocie do mistrzowskiej formy nie ma co mowic. Moze poglad
ten z czasem mi sie zmieni, ale w tej chwili jestem rozczarowany.
Julek
(14-10-1999)
Krzysztof Nowak:
Z pozdrowieniem...
Z wrodzonej nieśmiałości nie odzywam się , ale całą dotychczasową
polemikę na temat TL dokładnie śledzę i dochodzę do wniosku że jednak każdy
Polak to malkontent. Panowie... jakieś ćwierć wieku temu jak usłyszałem
pierwszy raz Close to pomyślałem sobie , że chłopaki " dali sobie w palnik"
. Nie podobało mi się choć coś w tym było. Minęło trochę czasu i...
całkowite szaleństwo - cudo,och i ach. W tej chwili nie mogę patrzeć nawet
na okładkę tej płyty (nie wiem jak długo). Czy jest to szczytowe ICH
osiągnięcie ? - wątpię - porównywalny jest RELAYER. Chłopaki tworzą to na co
mają ochotę , a chwilowe zmiany w składzie też miały swoje dobre strony -
moim zdaniem Drama . Panowie pokatujcie się pół roku TL i nie Módlcie się o
następne Close... bo byłoby to chyba bardzo bolesne rozczarowanie.
(16-10-1999)
Tomasz Jarosz:
> W sobotę kupiłem TL na stadionie - niczym się nie różni od oryginału
> oprócz książeczki ).
No to pieknie... juz druga osoba z Yesomani kupila piracka
'Drabine' i Yes ma tworzyc wspaniala muzyke skoro
ich najwieksi fani zwyczajnie ich okradaja i nie daja zarobic.
Cierpliwie czekajacy na legalna plyte
Tomek
(22-10-1999)
Marek Jedliński:
Dlaczego okladka jest taka nudna? Oczywiscie widzialem wczesniej gify,
ale mialem nadzieje ze autentyk bedzie sie prezentowal troche okazalej.
Podoba mi sie nowe (nie calkiem) logo, podoba mi sie czcionka, ktora
wypisany jest tytul, podoba mi sie zestaw kolorow - ale obrazek Deana jest
jeszcze kiepsciejszy niz na KTA 1 i 2. A te watrobiane bulwy w prawym
dolnym rogu moga czlowieka zemdlic :) Szkoda, ze symbole pochodzace z gry
wyrelegowali na margines bo prawie ich nie widac, a calkiem ladnie sie
komponuja. W sumie juz wolalbym zeby dali n aokladke ten kolaz ze srodka
ksiazeczki.
(15-11-1999)
Janusz Masłowski:
Po okolo 10-krotnym przesluchaniu plyta mi sie naprawde podoba. Wymienie
utwory, ktore najbardziej przypadly mi do gustu w kolejnosci:
1 - nr 6 (If Only You Knew) - mimo tego, ze uwazacie go za utwor tzw.
popowy, uwazam, ze jest to przepiekna piosenka i dawno nie slyszalem nic tak
dobrego. Zawsze tez uwielbialem Andersona solo. Uwazam ze ma ciekawa
konstrukcje i bardzo mu daleko od szmiry. Zakladam fan klub utworu 6 :-)))
a pozniej:
2 - nr 2
3 - nr 5
4 - nr 1
5 - nr 9
6 - nr 10
7 - nr 11
8 - nr 3
9 - nr 7
10- nr 4
11- nr 8
Mimo tego dalej za najlepsza plyte uwazam "Tales...", pozniej "Going....,
pozniej "Close.... i "Relayer" itd. Ta umiescilbym gdzies jeszcze po Tormato
i Talk na 7 - 8 miejscu. Ale mowimy przeciez o muzyce Yes. Dla mnie wszystko
to, co wypuszcza jest lepsze od calej reszty. Jestem w koncu czlonkiem
internetowego fan - klubu Yes...A Wy nic, tylko krytykujecie.... Jak Wam sie
nie podoba to sie przezuccie sie na "Tercet egzotyczny" ;-)) Niektorzy mowia
ze to dobra, ambitna muzyka ;-)))) i zatrudniaja duzo ludzi...
(10-01-2000)
Marek Jedliński:
A na Drabinie brakuje mi dramatyzmu. Negatywnych emocji. Mhm. Mozemy nie
zgadzac sie co do tego, ktory konkretnie utwor w historii zespolu jest
wspanialy, ktory taki sobie, a ktory kiepski. Ale czy nie zgodzicie sie, ze
zazwyczaj te najlepsze utwory sa bardzo dramatyczne, czasem smutne, a w
kazdym razie zawierajace elementy i pozytywnych i negatywnych emocji? Na
przyklad - Heart of the Sunrise, AndYouAndI, CTTE, Siberian Khatru,
Perpetual Change, OnTheSilentWingsOfFreedom, GatesOfDelirium, ToBeOver,
TurnOfTheCentury - w kazdym z nich jest albo smierc, albo smutek, albo
niepewnosc, albo zwatpienie, albo samotnosc, albo zagubienie, albo jakis
inny rodzaj bolu. A z drugiej strony mamy glupiutkie ArrivingUFO i
CircusOfHeaven na przyklad :) Owszem, bardzo lubie optymistyczne
GoingForTheOne, YesterdayAndToday, AllGoodPeople - ale tez nie sa to utwory
z najzywszej polki. Od co najmniej poczatku lat 80tych szczegolnie Anderson
wpadl w rowek anielsko radosnego new age i to mi zawsze juz troche
przeszkadzalo. A kiedy sie zaczalem nad tym zastanawiac, to zauwazylem, ze
dlatego wlasnie tak BARDZO lubie ThatThatIs - bo tam jest napiecie,
dramatyzm, kontrast miedzy emocjonalnym plusem i minusem. Na TL nie ma tego
prawie wcale. Jest troche napiecia w Homeworld, ale poza tym wlasciwie nie
ma o czym mowic. I co wy na to?
(11-01-2000)
Mariusz Niedziołko:
Dramatyzmu brakowalo mi na Union i OYE. Co do TL to jeszcze nie analizowalem
tego albumu do glebi tekstowej, tak ze trudno mi cos powiedziec. Ale jesli
chodzi o sama muzyke, to ten dramatyzm dla mnie istnieje. Szczegolnie w
Homeworld i NL. Teraz, po okolo 2 miesiacach sluchania, moge powiedziec, ze
IMHO to 2 najlepsze kawalki na plycie. ( o kurde, po raz pierwszy w zyciu
uzylem skrotu IMHO ;-))
Dodajmy do tych utworow It'll Be A God Day, IOYK, The Messenger, 9V no i
jeszcze Can I, i mamy 39 minut wspanialego LP: Fragile 2.
A poniewaz Fragile byl dopiero poczatkiem zlotej ery w latach
siedemdziesiatych, to byc moze TL jest zwiastunem odrodzenia zespolu ;-)
(12-01-2000)
Witold Czuszyński:
Na osobnej stronie... [w nowym oknie]
(17-01-2000)
Marek Jedliński:
>Calosc oceniam przed "OYE", "Big...", "Union", na rowni z cyferkami. Raszta
>jest lepsza.
Nie wiem jak z tymi cyferkami. Bo cyferki w swoim czasie byly przynajmniej
"pomyslowe". Mimo, ze pop. Cuda wianki tam byly, ktorych nie slyszalo sie
wczesniej. Natomiast TL brzmi o wiele glebiej, jest cieplejsze, bardziej
Yesowate (Howe), wiecej ma ladnych klawiszy i nie wiem czego jeszcze,... a
mimo to nie urzeka mnie, bo malo pomysłów, mało tam natchnienia. Brakuje mi
nowatorstwa - które JEST na cyferkach, nawet jeśli owo nowatorstwo
skierowane było w stronę, która mi się nie podobała. Zespół jasno się wtedy
określił - a Ladder to jakiś taki schizofreniczny album. Trochę nostalgii,
trochę słodyczy, trochę rockowego pohukiwania, trochę egzotyki, a wszystko
ciągnie w inną stronę. I więdnie w porównaniu np. z KTA2, nawet jeśli KTA2
było tylko nostalgiczne.
|