To ja w koncu tez napisze jak to mi jest na tej drabinie. No coz,
przyznam ze jednak dla mnie nie okazala sie dobrym narzedziem do
wspinaczki - wrecz przeciwnie. Kotki, mieliscie racje. Po pierwszym
przesluchaniu byłem zadowolony jednak niestety z kazdym kolejnym
odsluchaniem jej ocena spadala bardzo szybko.
Na poczatku kilka uwag ogolnych.
Nie podoba mi sie brzmienie tej plyty - to chyba "zasluga" s.p.
producenta. Juz dawno, gdy okazalo sie ze jest nim Bruce Fairbairn znany
m.in. ze wspolpracy z Aerosmith miałem obawy czy to da dobry efekt.
Niestety - moim zdaniem nie dalo wbrew temu co o tym sadza sami muzycy.
Wedlug mnie wiekszosc utworow zrealizowana jest zupelnie bez polotu,
aranzacje sa banalne bez zadnych oryginalnych pomyslow. Zamiast tego
zostaly wprowadzone dzwiekowe ozdobniki które dla mnie odczlowieczaja
muzyke i zwyczajnie przeszkadzaja. Patrzac z tego punktu widzenia lepsza
plyta jest nawet OYE. Czasem po dobrym wsluchaniu sie slychac gdzies
gleboko w tle jakis ciekawy motyw wokalny lub instrumentalny, lecz jest
on z zupelnie niezrozumialych powodow wlasnie zepchniety prawie w
podswiadomosc przez co muzyka staje się plaska, jednowymiarowa.
Wyjątkiem sa dwa utwory: Homeworld i NL oraz do pewnego stopnia 9V, LS i
TM. Potwierdzam wrazenia, ze plyte mozna rozpatrywac jako solowe dzielo
Andersona gdyz on tutaj brzmi najlepiej. Glos ma wciaz wspanialy i nie
slychac jeszcze uplywu czasu. Natomiast przyznam, ze nie rozumiem ludzi
ktorzy pisza iz jest to album na ktorym wreszcie sobie pogral Howe. Byc
moze w porownaniu z OYE jest to prawda, ale w skali wszystkich dokonan
YES, na TL Steve wydaje się byc zaledwie muzykiem sesyjnym! To dla mnie
duze rozczarowanie. KAZDA (oczywiscie poza OYE) inna plyta YES z Howem
pokazuje ze wlasnie on byl glownym "producentem" dzwiekow, bez niego nie
powstalaby ani jedna klasyczna plyta YES.
Teraz po kolei:
1. HOMEWORLD
Zdecydowanie najlepszy utwor na plycie, choc nie jest arcydzielem. Do
niego nie odnosza sie uwagi przedstawione powyzej. Ma swoja dramaturgie,
klimat i pewne emocje. Najbardziej mnie tu "kreci" kapitalny motyw na
basie Chrisa w pierwszej czesci ktory jest juz od samego poczatku
utworu. Swietny, obiecujacy poczatek.
Ocena 8/10
2. IWBAGD
Oooooo!!!! Katastrofa!!!!!! Wielkie SORRY dla niektorych! Ale od tego
momentu przyjemnosc zamienia sie w udreke. Ten utwor wbrew tytulowi nic
dobrego nie niesie. Dla mnie jest to najwiekszy gniot na plycie. Tu sie
kompletnie nic nie dzieje. Ta japonska gitara na poczatku i koncu jest
zenujaca. Wrecz nie lubie tego utworu. Bez dalszego komentarza.
Ocena 2/10
3. LS
Mial byc hitem do radia i tak go toleruje choc nie spelnil tej roli. Na
tle wielu innych utworow z tej plyty przynajmniej ma dosc oryginalna
melodie i slychac na nim Steve'a i Igora. Jednak poczatek jest dla mnie
niezrozumialy. Po co ten zarcik a la Disney? Zaraz potem przygrywka na
gitarze (Steve? A może Billy?) jakby z imprezy przy ognisku nad
kaszubskim jeziorem. Potem sie rozkreca choc moga denerwowac synkopowane
akordy Igora w stylu podrzednej orkiestry weselnej
Ocena 5/10
4. CAN I
Nieszkodliwy przerywnik jako taki nie podlegajacy ocenie. Ciekawostka:
jeśli zaprogramuje się odtwarzacz pomijajac utwory 2 i 3 ma sie wrazenie
ze Can I pierwotnie było polaczone z Homeworld - moim zdaniem tak byloby
o wiele ciekawiej.
5. FACE TO FACE
Drugi utwor ktorego nie lubie. Juz od poczatku mnie denerwuja wlasnie te
niepotrzebne dzwieki przechodzace z kanalu do kanalu, potem jakis
akordeon zupelnie tu nie pasujacy. Jeszcze bas Chrisa daje pewna
nadzieje lecz zaraz melodia - kolejny banalny kawalek - calkiem rozklada
ten utwor.
Ocena 3/10
6. IOYK
To ladna piosenka, melodia wpadajaca w ucho i nic poza tym. Podoba mi
sie takze z powodu tekstu gdyz - jak pisalem kiedys - mimo ze dotyczy
zony Andersona, z powodzeniem można ja potraktowac jako modlitwe do
Boga. Gdyby byla na solowej plycie Jona, note mialaby wyzsza. Ale to
jest plyta YES!
Ocena 6/10
7. TO BE ALIVE
Takie sobie granie, poprawne, dobre do radia (ale dlaczego nikt tego nie
gra?) momentami mile, ALE TO NIE JEST YESMUZYKA!!! Troche mnie denerwuje
to ciagle yeah-yeah przypominajace popowego Phila Collinsa.
Ocena 5/10
8. FINALLY
To trzeci nielubiany przeze mnie utwor z tej plyty. Bez komentarza.
Ocena 3/10
9. THE MESSENGER
Na poczatku był moim faworytem, lecz bardzo szybko się znudzil. Owszem,
tu nawet jest dosc ciekawa aranzacja i nie najgorsza melodia, lecz
calosc wydaje sie deczko nieswieza. Pamietacie taki hit sprzed lat:
Missisipi zespolu Slade? Za kazdym razem gdy slucham TM przypomina mi
sie tamta piosenka. To była ladna piosenka, ale YES w tym czasie tworzyl
Tales lub Relayer...
Ocena 6/10
10. NEW LANGUAGE
Ach!!! Ten poczatek!!! Gdybym ocenial pierwsze dwie minuty utworu
dalbym 10/10! Ale niestety, ten utwor jest znacznie dluzszy... Po tym
naglym przebudzeniu nastepuje niewiarygodny upadek! Banal melodii
spiewanej przez Andersona siega tu chyba szczytu i to rozklada ten utwor
na lopatki. Pod koniec cos interesujacego zaczyna sie dziac w warstwie
instrumentalnej lecz to nie ratuje calosci. Owszem, slychac troche
klimatow z Mind Drive, Chris wyciaga galopujacego dinozaura rodem z
Roundabout, nawet ocieraja sie o brzmienie Genesis z Seconds Out, ale to
juz tylko musztarda po obiedzie. Jednym slowem stracona szansa bo w
koncu jest to drugi po Homeworld utwor z ambicjami. Dla mnie jest to
caly TL w miniaturce: swietny, obiecujacy poczatek - nagle, dlugotrwale
zalamanie - beznadziejna proba ratowania sytuacji.
Ocena 7/10 (naciagana - srednia zawyza wstep)
11. NINE VOICES
Zgrabna, ladna miniaturka w stylu starego YES, nieco przypominajaca Your
Move i Wonderous Stories jednak daleko jej do nich. Jako koda zamykajaca
plyte może byc.
Ocena 7/10
Ocena calej plyty po uwzglednieniu czasu poszczegolnych utworow wynosi
5,5/10 a wiec kiepsko.
Rozumiem ze dla tych co sa fanami przede wszystkim Andersona, plyta
wydaje się znacznie lepsza, ja jednak jestem fanem YES i stad ta ocena.
Witek