Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RECENZJE
Dane o tej płycie

Jazzcat: the Ladder

Piotr "Jazzcat" Pacyna
Yesomania / Taboo


1. 'Homeworld'

Kiedy Yesi w końcu zrozumieją, że najlepiej wychodzą im te utwory, w których słychać jakąś tajemniczość, niepokój? Taki jest 'Awaken', taki jest CTTE, taki jest też Homeworld. Mostek łączący canto z refrenem to dla mnie jeden z najwspanialszych fragmentów na płycie.
Ktoś kiedyś pisał, że ta klawiszowa solówka pojawiająca się po przyspieszeniu jest genialna. Ech. Wg mnie jest beznadziejna. To praktycznie jazda po gamie; raz w górę, raz w dół. Bez polotu. Bez pomysłu. Dziwi mnie to, bo tuż przed nią, pod słowami "Homeworld", rozkwita doskonałe, wakemanowskie solo, ale kończy się raptownie, nie zdążywszy przebić się na wierzch. Szkoda. Za to Howe spisał się na piątkę - jego opowieść o canto jest i zajmująca, i na temat. Często cofam w tym miejscu taśmę, to dla mnie też jeden z lepszych fragmentów.

2. 'It Will be a Good Day'

Utwór z gatunku niekoniecznych. Canto przypomina mi jakąś piosenkę Gawlińskiego. Refren zupełnie nijaki. Ciekawa sprawa - w trakcie pierwszego przesłuchania TL towarzyszył mi znajomy, fan bluesa i rocka, który poza tym, ze wygląda toćka w toćkę jak Leon Zawodowiec, jest całkiem normalny. No więc słuchamy sobie i nagle mówi:

- Wiesz, ta muzyka brzmi jednak archaicznie.
- No co ty, czemu? - mówię.
- Chyba przez te klawisze.


Zignorowałem wtedy tę uwagę, jednak przy następnych przesłuchaniach musiałem przyznać mu rację. Przynajmniej jeśli idzie o ten kawałek. Rzeczywiście - keyboardy brzmią tu jakoś tak twardo, ostro. Pamiętacie Andrzeja Korzyńskiego? Na początku lat osiemdziesiątych z podejrzaną lubością okładał dźwiękami polskie filmy. Uwielbiał takie aranże.

3. 'Lighting Strikes'

Moja pierwsza myśl - gdyby amputować ten perkusyjny loop, a w jego miejsce przyprawić gary White'a, rzecz brzmiałaby jak pozostałość po sesji 'Tormato'. Zaniepokoiła mnie jedna rzecz - że poza brzmieniem, nie mam tej perkusji specjalnie nic do zarzucenia. Czyżby dowód na to, jak niewielką rolę odgrywa w zespole Alan? Zastanawiano się onegdaj, czemu LS nie stał się hitem. Myślę, że z dwóch powodów. Po pierwsze - przez obrażanie słuchacza. Yesi wyszli bowiem z durnego założenia, że jeśli perka nie brzmi jak walenie gumowym młotem w grzejnik, to nie ma szans, żeby utwór stał się hitem. Skąd ten pomysł? Od Trevora? Chyba nie. Wprawdzie wielokrotnie zarzucano mu, ze niszczyciel Wielkiego Yes, ze cienki gitarzysta, ze twórca jednego przeboju, że wokalista, morfinista i alpinista, ale tak surrealistycznego poczucia humoru to on raczej nie ma. Drugi powód - zachwianie dramaturgii. Utwór właściwie rozwija się bez suspensu - jest początek, potem wchodzi gitarka, itede, ale dalej już nic się nie zmienia, poza tym, ze dochodzą trąby i flecik. Przez ten ostatni, LS przypomina nieco 'You Can Call Me Al' Paula Simona. Z korzyścią dla tego ostatniego, niestety.

4. 'Can I'

Kolejny utwór niekonieczny. Za 'We Have Heaven' też w sumie nie przepadam.

5. 'Face to Face'

Może to tylko moja fantazja, ale wydaje mi się, że utwór powstał w pośpiechu. Pojawił się refren i trzeba go było czymś otoczyć. Po dość zaskakującym wstępie, z akordeonem i dźwiękami syntezatora, które Igor przeciąga z jednego kanału w drugi, wchodzi chwytliwy motyw gitary, przybijany werblem i basem. Ten sam motyw pojawia się później tuż przed refrenem, jako genialny rozbieg. Wydaje się jednak, że dalsza część kompozycji to typowa wata dźwiękowa. Alan zaczyna nabijać rytm, Chris jedzie po gryfie w górę, jakby nie wiedział, co począć, aż w końcu znajduje ten swój przyjemny motywik i zaczyna się zwrotka. Ale zupełnie bez pary. Bez kopa. Sprawę ratuje wejście refrenu, chyba jednego z bardziej trafionych na płycie. Szkoda, że akordeon pojawia się na krótko i niewiele wnosi. Sprawia przez to wrażenie, że jego obecność jest przypadkowa.

6. 'If Only You Knew'

Świetna balladka. Trochę może za bardzo Eurowizyjna, ale i tak mi się podoba. Nie wiem, czy puszczali to w radiu, jeśli nie - powinni.

7. 'To Be Alive'

To mógłby być znakomity kawałek. W końcu chyba po raz pierwszy Yesi sięgnęli po chińszczyznę. Te klawiszowe wstawki też bardzo fajne. Potem jednak zostajemy przytłoczeni banalnością refrenu i nastrój pryska. A można było z tego chińskiego klimatu coś jeszcze wydobyć; wstawić jakieś szarpane solo, albo jakąś króciutką chińską wokalizę w stylu tej z 'Angor War'. A propos, zawsze mnie śmieszyło nazywanie tego kambodżańskiego gaworzenia poezją. Nie dość, że brzmi toto, jakby kto orzechy gryzł, to jeszcze ma pretensje do bycia poezją. No komedyja, słowo daję! "I'm the children of the universe, I want to live in world with harmony..." - mój sąsiad trzaska lepsze poezyje gadając przez sen.
Zastanawiam się, dla kogo ten utwór? Jak na przebój za mało przebojowy, a jeśli miała to być duchowa pasza dla fanów starego Yes, to pasza raczej kiepska. A, to Andersonowskie "Hep" w końcówce kojarzy się znowu z 'We Have Heaven'.

8. 'Finally'

Niby taki amerykański pop-soul-rock z lat osiemdziesiątych, ale mistrzom w rodzaju Steve'a Winwooda czy Toto niestety nie dorównuje. Obłoczna końcówka, stężeniem bajkowości dorównująca najlepszym utworom Yes. Gitarka Howe'a rzeźbi wyjątkowo pięknie. Ech, aż się prosi, żeby to pociągnąć!!

9. 'The Messenger'

Uwielbiam ten numer. Refren brzmi właściwie jak glosa do Homeworld (to nie zarzut, a jeno konstatacja) i stanowi dla mnie kwintesencje stylu Yes: jest podniosły, ale nie nachalnie radosny, wesoły, ale nie wesołkowaty, potężny, ale i subtelny zarazem. I znowu - tuż przed "One love, one world..." w lewym kanale rozkwita urokliwa klawiszowa solówka (trochę w stylu Marka Kelly'ego tym razem), ale zamiast się rozrosnąć, kończy się równie nieoczekiwanie, jak się pojawiła. A część "One love" rzeczywiście piękna. I te chórki! Prawie jak w 'Going for the One'. Tylko czemu TM tak szybko się kończy? Gdyby go rozwinąć, mielibyśmy jeden z najlepszych Yessongów ostatnich dwudziestu lat.

10. 'New Language'

A to w sumie zwykła piosenka, tyle że odgrodzona przed zarzutami o pop tym instrumentalnym murem na samym początku. Canto brzmi jak melanż tego z 'Almost Like Love' i 'Arriving UFO', potem mamy bardzo sympatyczny mostek, przywodzący na myśl niesamowity 'I'm Running', refren zaś jest przyjemny, ale jednak trochę wymęczony, trochę na siłę. Solo Howe'a podoba mi się, jednak temu z 'Homeworld' absolutnie nie dorównuje. Początek kapitalny. Naprawdę. Czemu oni częściej tak nie grają? To intro przypomina mi wstęp utworu 'New State of Mind'.
Myślę, że chyba o wiele lepszym wyjściem byłoby zastąpienie środka NL 'The Messengerem'. Ach, mielibyśmy wtedy prawdziwego killera.

11. '9 Voices'

Ładne, choć początek obiecuje o wiele za dużo. Znowu kłania się BG. Tym razem dramatyczna pieśń o sławnym bojowniku Hollym Lampie.

Generalnie to niezła płyta. Przeszkadza mi drastyczne przycinanie utworów w trosce o radiopoprawność ('The Messenger', 'Finally') i trochę zbyt przejrzyste, "dziurawe" aranże ('It Will Be', 'If Only'), w których brakuje takich smaczków, jakie mieliśmy chociażby na 'Union'. Gdyby rozbudować TM, byłby to jeden z najlepszych utworów w historii Yes. Są na TL momenty niebywałej urody, ale pałętają się po całej płycie, jakby czekając, aż ktoś je wszystkie powyławia i ułoży sobie z nich w głowie jakiś jeden utwór.

Ocena: 7/10
Piotr 'JazzCat' Pacyna

Recenzja pierwotnie opublikowana w magazynie Taboo


Na Yesomanii od 9 marca 2003.

   POWIĄZANE:

Dane o tej płycie

Nautilus: The Ladder
...wreszcie słychać, że jest to ZESPÓŁ, a nie grupa starszych panów przypadkowo zebranych w studiu, aby wydusić jeszcze parę dolców z kieszeni starych fanów...
Autor: Szymon Tarkowski (Nautilus Web Zine)
Dodane: 15 kwietnia 2001.

Yes - tourbook z trasy The Ladder
Fotografie z kanadyjskiego tourbooka z trasy The Ladder (1999)
Dodane: 1 lipca 2000.

Wywiad z Chrisem Squire
Wywiad z Chrisem Squire - basistą Yes (z Tylko Rocka)
Autor: Wiesław Weiss (Tylko Rock 12/1999)
Dodane: 12 lutego 2000.

Tylko Rock: The Ladder
...The Ladder to płyta zdecydowanie piosenkowa. Oczywiście, piosenkowa jak na Yes, bo w ujęciu globalnym nowe kompozycje zespołu są nadal niezwykle wyrafinowane...
Autor: Grzegorz Czyż (Tylko Rock 12/1999)
Dodane: 12 lutego 2000.

The Ladder - opinie Yesomaniaków[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Dodane: 2 lutego 2000.

The Ladder - opinie[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Autor: Marek Jedliński (Yesomania)
Dodane: 2 lutego 2000.

The Ladder - opinie[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Autor: Witold Czuszyński (Yesomania)
Dodane: 2 lutego 2000.

The Ladder - recenzja z Metal Hammera
...Mamy tu wspaniale instrumentalne popisy, ładne linie melodyczne, powolne stopniowanie napięcia i królujący nad wszystkim charakterystyczny, szlachetny głos Jona Andersona. To finał godny najwspanialszych płyt wszechczasów...
Autor: Artur Chachłowski (Metal Hammer 1/2000)
Dodane: 3 stycznia 2000.

Wywiad z Jonem Andersonem
Jon Anderson, wokalista Yes opowiada o płycie The Ladder, oraz o Yes w latach 90.
Dodane: 29 listopada 1999.

Robert: The Ladder
Autor: Robert Drózd
Dodane: 23 września 1999.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd