Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > HYDEPARK

Polska prasa o koncertach Yes

Nie wiem dlaczego, mimo sporej popularności w Polsce, zespół Yes nie cieszy się poważaniem wśród dziennikarzy zajmujących się muzyką. Często kryje się za tym kompletna nieznajomość tematu. Gdy w marcu 98 roku Yes zjawił się w Polsce, to oczywistym był fakt, że wizyty tak znanej grupy nie można przemilczeć. No i pojawiały się artykuły oraz recenzje, przy lekturze których wierny fan Yes mógł co najmniej doznać poważnego wstrząsu - ze śmiechu, lub przerażenia - co kto woli...

Rekordzistą okazał się być tygodnik "Wprost". W numerze 14 z roku 1998, datowanym na 5 kwietnia, strona 99 jest prawdziwym szokiem dla melomanów.

Najważniejsze atuty zespołu Yes, które uczyniły go jedną z ważniejszych grup progresywnego (symfonicznego?) rocka przełomu lat 60. i 70., okazały się największą słabością streszczonego repertuaru przedłożonego polskiej publiczności 30 lat później podczas koncertu w Warszawie (26 marca 1998r.) i Poznaniu (29 marca 1998r.) Jon Anderson, Steve Howe i Chris Squire zagrali jak wyjęci z formaliny - z niezawodną filharmoniczną precyzją, ale na chłodno. Złożone "rwane" układy harmoniczne, którymi Yes na wyścigi z Jethro Tull czy grupą Emerson Lake And Palmer wzbogacał melodykę ówczesnego rocka, teraz brzmią zgoła historycznie. Twórczość Yes w przeciwieństwie do eksperymentalnych aranżacji muzyków z Led Zeppelin (perkusja Johna Bonhama) wydaje się dzisiaj akademicką próbą przezwyciężenia konwencji rocka. Próby sterowania w kierunku rozbudowanych suit, w trakcie których każdy muzyk miał przydzielony czas na solowy popis instrumentalny ( "Islands", "Tales From Topographic Oceans"), doprowadziły do ostatecznego wyczerpania stylistyki tego gatunku. Muzycy próbowali karier solowych, a następnie uwikłali grupę w niekończące się transfery personalne. Poznańska publiczność najżywiej zareagowała, gdy Jon Anderson kompozycję "If You Just Take My Sence of Freedom", nagraną wspólnie z Vangelisem, zadedykował "to Solidarity, which changed the world"...

(WK)

Czy tu trzeba komentarza???? Za inicjałami kryje się najprawdopodobniej niejaki Wiesław Kot, szef działu kulturalnego "Wprost". Od tej pory przestałem w ogóle czytać tego szmatławca. Jeśli na taki temat piszą kompletne bzdury, to dlaczego mam im wierzyć, gdy piszą o czymś innym, na czym znam się nieco mniej????

Zauważone przed chwilą: na bilecie do Kongresowej wymienieni są sponsorzy: wśród nich jest... tygodnik "Wprost". Czy nie można się załamać...?


Były też i inne kwiatki. W "Życiu" rzucono taki tekst: (cytuję z pamięci) "Następnie zagrali utwór America, który Jon zadedykował Stanom Zjednoczonym pod rządami Billa Clintona". Włączam "Polonaise" i co słyszę? "America into the 21st century. NOT CLINTON". Biorąc pod uwagę poziom recenzji być może jest to ten sam autor co we "Wprost". Do dziś nie wiem czy facet po prostu nie był na koncercie (potem w recenzji były opisy różnych kawałków, których Yes w ogóle nie zagrał), był za bardzo pijany by cokolwiek rozpoznać, a może (trywialnie) nie znał angielskiego...

Na pewnej liście dyskusyjnej pojawił się komentarz:

Po czym poznać rzetelną gazetę? Po tym ze opisuje fakty. We wczorajszym Życiu (tym wołka zbożowego) przeczytałem, ze w Kongresowej Yes wykonał Close to The Edge. Zacząłem się zastanawiać, gdzie ja wtedy byłem. Teraz to mogą se pisać o Polisach, Auganowach i całej masie innych rzeczy. Jeżeli ich dziennikarz nie potrafi napisać krótkiej, i zgodnej z faktami relacji z koncertu rockowego, to co dopiero z takich afer politycznych ;)

"Życie Warszawy", tu zaskoczenie - na pierwszej stronie obok informacji o poparciu przez Bundestag polskiego wejścia do NATO duże kolorowe zdjęcie Jona Andersona i tytuł "Yes, elektryzujący koncert". Zajrzenie do środka numeru elektryzuje trochę mniej np. występuje podobny problem, jak powyżej - wśród zagranych utworów wymienione są te, których nie było np. Awaken. Recenzję, pióra Tomasza Lady możecie przeczytać tutaj. Najbardziej mnie rozbawiła wzmianka o "Owner Of A Lonely Heart" - "szalejący w nocnych programach rozgłośni radiowych". W sumie nie jest tragicznie, tylko że pana Tomasza ponosi trochę wyobraźnia i wiara w swoją wiedzę :-)

Ten sam Tomasz Lada napisał ongiś recenzję "Open Your Eyes". Aby ktoś mi nie zarzucił, że coś zmyślam, tutaj można ją przeczytać w całości. Muszę powiedzieć, że recenzja mi się podoba. Lada, słusznie zresztą, nie uznaje tej płyty za jakieś wybitne osiągnięcie, ale docenia ją i próbuje zrozumieć jej sens. I chwała mu za to. Jednak cała recenzja jest opatrzona wielkim nagłówkiem "Nerwowa pogoń za dawną legendą" i innymi ciekawymi stwierdzeniami. Po co?


Co jeszcze? Hm... "Gazeta Wyborcza". Oficjalny sponsor koncertów w Polsce, dzięki niej byłem zresztą na koncercie. Tutaj nie ma zarzutów, jest tylko pewien żal. Następnego dnia po warszawskim występie spodziewałem się zdjęcia na całą stronę i obszernej recenzji, podobnie jak przy Stonesach, Pearl Jamie czy Springsteenie. A tu zaledwie mała notatka na dole strony. A oto smakowitsze fragmenty (całości nie chciało mi się przepisywać) :

"W Sali Kongresowej nastrój akademii udziela się nawet rockowym koncertom. Publiczność [...] siedziała grzecznie w fotelach i umiarkowanymi brawami powitała blisko 50-letnich muzyków. [...] Skomplikowane partie wokalno-instrumentalne wykonywali ze skupieniem i powściągliwością z jaką odbierała je siedząca sztywno w fotelach publiczność [...] (w większości rówieśnicy muzyków)."

No cóż. Zapewne główny muzykopismak Wyborczej "z rybą w nazwisku" miał co innego do roboty w ten piękny marcowy wieczór, a "recenzję" napisał w oparciu o relacje kolegów... W dniu koncertu w Wyborczej ukazał się artykuł pióra Leszczyńskiego pełen frazesów, powszechnych opinii i złośliwości. Zero faktów. Widać jak na dłoni, że gość słyszał co najwyżej ostatnią płytę - bo musiał.

Jako ostatni kwiatek polecam recenzję z "Fonoramy", niskonakładowego czasopisma dla kolekcjonerów płyt. Też ostro zgryźliwa, najciekawsza jest uwaga o "koszmarnie wieśniackich ubrankach wszystkich panów". Nie można nie zauważyć, że recenzentowi najbardziej podobały się światła w Spodku, a o muzyce jest tylko tyle: "Jeżeli zaś chodzi o repertuar to trudno powiedzieć, czy grali stare, czy nowe kawałki." Zacytuję znajomego: To gdzie sprzedają te pale?!





Na Yesomanii od 7 lutego 1999.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd