Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > HYDEPARK

Nec Plus Ultra

Jacek Kruczek
Tylko Rock 5/93


Jak to jest, że zespół Yes po 1979 roku nie przedstawił żadnego wybitnego utworu? Odpowiedź dał mi dopiero, nie tak dawno obejrzany na video, film Yessongs. Dzięki niemu przejrzałem wreszcie na oczy.


Prawdziwy Yes to grająca razem trójka frontmanów: Howe, Anderson i Squire, ale nie wolno zapomnieć, że duży wpływ na styl Yes miał również Rick Wakeman. Okres wspólnej pracy Steve'a, Jona i Chrisa wyznacza najlepsze dla zespołu lata: od The Yes Album (1971) po Tormato (1978). I tylko o tych czasach, moim zdaniem, warto pamiętać.

Na próbach muzycy przedstawiali kolegom swoje pomysły zazwyczaj w formie piosenek śpiewanych z gitarą i właśnie z takich drobnych utworów potrafili później zrobić prawdziwe arcydzieła. Przy tego typu wspólnym muzykowaniu naturalną rzeczą było, że każdy z artystów miał możliwość ingerencji w dowolny moment utworu. Fenomenem Yes, okazała się zatem


totalna improwizacja...

ale w fazie komponowania dzieła. Wszystkie linie melodyczne, podkłady harmoniczne i rytmiczne, które wtedy wymyślano, dawały w studiu - jak i później na koncertach - nieprawdopodobny efekt. Wydawało się, że każdy z muzyków gra swoje, a jednak wszystkie plany brzmieniowe układały się na zasadach kontrapunktu w piekielnie logiczną całość.

Yes stworzył prawdziwie artystyczną muzykę rockową. To nic, że w zestawianiu akordów zwykle nie wychodził poza przełom XIX i XX wieku. Ich twórczość różni się przecież od dokonań Mahlera lub Skriabina, choćby ze względu na dominujący w rocku, wszechwładny rytm. A i z powodu zastosowania elektronicznego instrumentarium, którego dawniejsi kompozytorzy po prostu nie mogli mieć. To, że Anderson i koledzy wykorzystali środki twórcze minionych stuleci, w połączeniu z rockową ekspresją i ich grupowym sposobem komponowania, stworzyło prawdziwie unikalny styl. Pomijając najkrótsze utwory i wydłużone piosenki, Yes najczęściej sięgał po formę ewolucyjno-wariacyjną, w której jeden temat przedstawiany był na różne sposoby. Tak było w Yours Is No Disgrace, Heart Of The Sunrise, And You And l, a później - w Tum Of The Century i On The Silent Wings Of Freedom. W Close To The Edge i w pierwszej części


The Gates Of Delirium

zespół wykorzystał formę sonatową, co było już nie lada wyczynem. Z dwudziestowiecznych tradycji grupa zaczerpnęła formę łukową (Awaken), gdzie tematy w drugiej części utworu występują w odwrotnej kolejności niż na początku. Te wszystkie pomysły miały wyróżnić Yes z tysięcy wykonawców i może przede wszystkim podnieść muzykę rockową do rangi sztuki. Ten zamiar powiódł się w pełni. Gdyby zapytano mnie dziś o najwybitniejsze dzieła wszechczasów, to choć na pierwszym miejscu wymieniłbym V Symfonię Beethovena, w pierwszej dziesiątce, znalazłoby się miejsce dla Tales From Topographic Oceans.

Tales są dla mnie szczytem możliwości twórczych Yes. To dzieło przypomina mi romantyczny poemat symfoniczny. W żadnym innym dziele Yes nie ma tylu wzniosłych momentów, tylu różnych barw brzmienia, tylu chwytających za serce melodii. Dlaczego więc Opowieści kończą się przypomnieniem podstawowych tematów w nastroju minorowym? Czyżby muzycy już wtedy przypuszczali, że wraz z ostatnimi dźwiękami Tales, kończy się także ich najwspanialsza przygoda?


Powyższy artykuł pochodzi z wkładki o Yes w "Tylko Rocku" 5-93. Autor pracuje w Polskim Radiu.




Na Yesomanii od 12 lipca 1999.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd