Utwór Close to the Edge pochodzi z płyty o tym samym tytule, wydanej w roku
1972. Trwa 18 minut i 50 sekund. W opinii wielu jest on największym
osiągnięciem artystycznym YES, na pewno mniej kontrowersyjnym niż TFTO
(chociaż negatywnych opinii na temat tej płyty jest coraz mniej). Cechuje go
zwartość, dość przemyślana budowa oraz równowaga treści i formy. Analiza
dotyczy wersji studyjnej.
I. THE SOLID TIME OF CHANGE
[0:00] Close to the Edge zaczyna się i kończy trelami ptaków, jest to klamra
spinająca całość. Gdy słyszymy "ptaszki" po raz pierwszy, wiemy, że to
początek, wszystko przed nami. Jakże odmienne uczucia wywołują one na
końcu, coraz ciszej i ciszej... Był to pomysł Ricka Wakemana, podobno owe
odgłosy są pochodzenia elektronicznego (tak jest chociażby na KTA), ale
śmiem powątpiewać. W tle słychać typowo elektroniczne dźwięki, głośniej i
głośniej, aż w
końcu....
[0:57] Wybucha "intro". Ma charakter improwizowany, niektórzy mówią, że
jazzowy. Jest to jakby fragment wyjęty ze wspólnego jamu. Główną rolę
odgrywa gitara Steve'a Howe'a. Pozostałe partie instrumentalne są na
niebywale wysokim poziomie, Bill Bruford wygrywa karkołomne rytmy, Squire
szybkimi trylami wprawia szyby w drżenie. W drugiej minucie słyszymy
Andersona - "aaa" - na ten czas wszystko zostaje zawieszone. I po
sekundzie, a nawet mniej, dalej mknie. [2:12] - znowu "aaa" tym razem trochę
dłużej, pod koniec włącza się Bruford. Muzyka, jakby z każdą chwilą
nabierała
intensywności, aż [2:52] zwalnia i z owego "aaa" wyłania się łącznik do
[3:00] pierwszego tematu wprowadzonego przez Howe'a [3:00], który brzmi aż
przez 54
sekundy. Ta ekspozycja jest mistrzowska, wszystko, co tkwi w tym temacie,
zostaje pokazane, nie ma żadnych niedomówień. Intro ma nieco chaotyczny
charakter. Myślę, że zostało wprowadzone po to, aby większe wrażenie wywołał
pierwszy temat, jakby wywodzący się z tego chaosu. Pierwiastek emocjonalny
jest wynikiem kontrastu między chaosem, a porządkiem. Następnie mamy
pierwszą zwrotkę części pierwszej. Ma ona charakter recytatywny ze względu
na partię Jona. Melodia wywodzi się z głównego tematu (wykorzystany jest
króciutki motyw).
[4:37] Następuje ekspozycja drugiego tematu w wersji wokalnej. Jest to
motyw przewodni. Cudowne harmonie wokalne pojawiają się na słowie "corner",
w tle słychać mandolinę czy jakiś inny egotyczny instrument Howe'a.
[4:55] Jakby reminiscencje intra, już bardziej uporządkowane, bezpośrednio
przechodzą w kolejną zwrotkę "Close the line around...". Tuż przed tymi
słowami świetny motyw gra Squire. Ciekawe są dźwięki, które wprowadził Rick
Wakeman, jakby alfabet Morse'a.
[5:41] Powtórka drugiego tematu, inny tekst.
[5:55] "I Get Up I Get Down" bardzo piękny i ważny motyw, teraz tylko
zasygnalizowany, rozwinie się póżniej.
Podsumowanie części pierwszej:
- Trele ptaków
- Intro
- Pierwszy temat
- Zwrotka pierwsza (recytatywna)
- Temat drugi (Close to the Edge)
- Zwrotka druga
- Znowu temat drugi
- Zasygnalizowane "I get up i get down"
II. TOTAL MASS RETAIN
[6:06] I znowu kłania się intro. Uwagę zwraca Squire. Rytmy są
skomplikowane, nieparzyste, mamy pierwiastek chaosu. Wiadomo, że tekst coś
opowiada, nawiązuje do
(dramatycznej ?) przeszłości.
[6:30] Wakeman gra motyw później rozwinięty.
[6:50] Temat drugi, ma nieco zmieniony charakter, nawiązujący do całej tej
części. Jest to doskonały przykład wariacji, a umiejętność nadawania tematom
różnych odcieni właściwa jest tylko największym.
[7:10] Tonacja zmienia się na durową, jakby po nocy nadszedł poranek.
Wakeman znowu gra morsem. Jest to powtórzenie drugiej zwrotki części "The
Solid Time Of Change".
[7:41] Temat pierwszy, zaraz po "I Get Up I Get Down".
[8:00] Wspaniały fragment "kontrapuntowany", prawie fuga. Jeden temat w
basie (nazwał bym go toccatowym), drugi (temat pierwszy) gra Wakeman.
III. I GET UP I GET DOWN
[8:30] Uspokojenie, mi kojarzy się ta część z grotą, gdzieś kapie woda,
echo...
[9:52] Wakeman zaczyna grać ostinato.
[10:07] Squire + Howe "In her white lace", jeżeli czasem z muzyką kojarzą mi
się kolory to tutaj widzę biały. Świetny kontrapunkt z Jonem [od 10:23].
W całej krasie pojawia się I Get Up I Get Down, poprzetykany potężnymi
organami. Słychać pogłos. Magia.
[13:44] Akord dysonansowy, coś zaczyna się dziać.
[14:15] Temat pierwszy.
[14:55] Genialne solo Wakemana, po prostu wybitne, w tle ciekawa partia
basu.
IV. SEASONS OF MAN
[15:53] Ponownie pojawia się zwrotka pierwsza z "The Solid Time Of Change",
pewne elementy pojawiają się pierwszy raz.
[16:35] Rozpoczyna się zakończenie, tematycznie wywiedzione z drugiego
tematu.
[16:46] Pięknie zaaranżowany temat pierwszy, piękne harmonie wokalne na tle
[17:10] "I Get Up I Get Down". To chyba kulminacja, podsumowanie utworu,
wzniosła, piękna...
Trele ptaków.
Z klasycznego punktu widzenia widzimy tu elementy ronda, allegra sonatowego,
ale w gruncie rzeczy jest to swobodna forma.