Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > FAKTY > WYWIADY
Dane o tej płycie

Wywiad z Jonem Andersonem

Wywiad przeprowadził Sven Kardelke z KUNO Online. Tradycyjnie informuję, że moje zdolności lingwistyczno-stylistyczne są średnie, proszę zatem o wyrozumiałość.

Jak myślisz, co czyni The Ladder czymś wyjątkowym w swej istocie dla zespołu?

Po prostu pracowaliśmy nad tym albumem wspólnie, zaraz po długiej trasie koncertowej. Przebywaliśmy razem, ćwiczyliśmy i nagrywaliśmy razem. To był pierwszy taki raz od wielu, wielu lat.

A dlaczego wybraliście Vancouver do nagrania płyty?

Graliśmy tam koncert i spotkaliśmy Bruce'a Fairbairna, który był bardzo zdolnym producentem. Pokazał nam studio, w którym się zakochaliśmy. Polubiliśmy Bruce'a, moglibyśmy z nim jechać dokądkolwiek - do Nowego Jorku, Paryża, na Florydę czy do Vancouver. Ale studio w Vancouver jest bardzo dobre dla grupy.

Na produkcję cień rzuciła śmierć Bruce'a Fairbairna. Czy odbiło się to niekorzystnie na nowym albumie?

Nie. Bruce faktycznie bardzo cenił Yes i przychodził oglądać zespół, przy każdej okazji koncertu w Vancouver. Angażował się bardzo, bardzo silnie w przyszłość grupy. Gdy odszedł, wszystko było w trakcie miksowania - właśnie ukończyliśmy nagrywanie. Jego duch jest ciągle z nami, na wiele różnych sposobów. Zadedykowaliśmy mu tę płytę. Uczynił bardzo, bardzo dużo dla grupy. [Jon z gitarą]

W jaki sposób wpłynął on na brzmienie i na wasz sposób pracy?

Był w istocie bardzo dobrym nauczycielem, pozwalając nam zdać sobie sprawę, że muzyka Yes jest znacznie ważniejsza niż cokolwiek innego. "Stwórzcie wspaniałą płytę Yes", mówił. "Nie próbujcie zrobić albumu, którego może chcieć firma płytowa. Zróbcie wielką płytę, a ucieszycie tak wielu ludzi na całym świecie". A przecież mamy tysiące fanów. Wszystko czego trzeba, to uczynić możliwie największą liczbę ludzi szczęśliwymi z powodu tej muzyki.

Jaka jest różnica w pracy z Yes obecnie, w porównaniu z czasami "Fragile"?

Niezbyt wielka. Jest tak samo, gdyż jesteśmy tymi samymi ludźmi. Mamy obecnie więcej wyrobienia muzycznego, być może więcej cierpliwości i dojrzałości - jest to całkiem logiczne, czyż nie?

Jak się wydaje, na płycie znaleźć można trochę odniesień do waszej własnej przeszłości. "Nine Voices" ma ducha nowej wersji "Your Move", w trakcie "Can I" śpiewasz nawet "We have heaven". To było chyba celowe, nieprawdaż?

Tak, to dopełnienie cyklu. To zakończenie wspaniałych trzydziestu lat istnienia grupy. Było to ważne, przypomnieć klasyczny okres zespołu. Ludzie zwykli mówić "Dlaczego nie zrobicie ponownie Close To The Edge? Dlaczego nie nagracie znowu 90125?" Ludzie liczą wciąż, że zrobimy coś ponownie, ale nie można dwa razy pojechać na te same wakacje. Nie można wrócić do tego samego posiłku. To zawsze musi być odmienne. Człowiek próbuje się rozwijać muzycznie. Po prostu przypomnieliśmy sobie przez chwilę czasy "Fragile" i "Close To The Edge".

Osobiście sądzę, że nowy album jest bardzo zróżnicowany. Zaczyna się wspaniałym "Homeworld", który zawiera wszystko, co Yes zawsze reprezentował. Z drugiej strony mamy takie rzeczy jak "Lightning Strikes" albo "Face To Face", które nadają się do radia. Czy "The Ladder" jest płytą kompromisową i ma spełniać oczekiwania zarówno fanów z lat 70-ych, a także fanów popu z następnej dekady?

Nie. Stworzyliśmy 20 utworów, a Bruce wybrał to co chciał mieć na płycie. Mówił: "To jest świetne na płytę, zostawmy to!". Yes zadecydował, że Bruce będzie producentem, tak więc wierzyliśmy w to co robi.

"Homeworld" został napisany do gry komputerowej. Jak do tego doszło?

Chciałem stworzyć całą płytę jako grę video. Po przedstawieniu pomysłu okazało się, że może to zająć nawet dwa lata - napisać grę. [Wszyscy bawią się świetnie]Uświadomiłem więc sobie, że mój pomysł był nieco krótkowzroczny. Pewna firma z Seatlle właśnie kończyła grę nazwaną "Homeworld". Gość, który to stworzył mieszkał w Vancouver. Wszystko się więc zgrało. Spotkałem faceta - Aleksa. Uwierzyłem wtedy w tą grę. Myślę, że jest ona bardzo nowoczesna, na czasie. Jest tam wiele pięknej grafiki. Tak więc wyglądało to całkiem logicznie, stworzyć fragment muzyki do takiej gry. Ostatecznie tylko jedna piosenka trafiła do gry. Gry video są początkiem przyszłości rozrywki. Jest to tworzenie własnych filmów. W ciągu dziesięciu lat będzie można kreować własną rzeczywistość, własne gry, wizje, filmy. Czasy się zmieniają bardzo szybko.

Czy sam czujesz się związany z komputeromanią? Czy masz komputer w domu i bawisz się grami?

Właściwie nie. Pamiętam granie w "Pong"... (długa pauza)... nie pamiętasz "Pong"?

Nie, mam tylko 23 lata...

Tak więc "Pong" był pewnie przed twoim urodzeniem. Pierwsza gra video. Billy Sherwood gra codziennie. Dungeons and dragons... [czyżby Dungeon Keeper? - przyp. RD] Ma on największą kolekcję gier, jaką kiedykolwiek widziałem.

Mówiąc mi o poprzedniej płycie, Steve Howe stwierdził ostatnio, że "Open Your Eyes" była kompletną katastrofą, ponieważ podejście do tego było komercyjne. Jak możesz ocenić tą rzecz? Czy także uznałbyś to za porażkę?

Nie, myślę, że było tam parę bardzo dobrych utworów. Definitywnie, album był typową produkcją stymulowaną przez firmę płytową. Nie udało się rozwinąć muzycznych pomysłów, gdyż był on w całości napisany przez Chrisa i Billy'ego. Cała muzyka, piosenki i teksty stworzone były przez nich. Tak więc jest to Yes w rozumieniu Chrisa i Billy'ego. Nie byłem zbyt zadowolony ze śpiewania tego. Steve miał rozterki, nie miał bowiem możliwości większego udziału w tworzeniu. Ale menagement nalegał na szybkie rozpoczęcie trasy koncertowej. Kilka piosenek jest naprawdę świetnych, ale trochę "przeprodukowanych". Z punktu widzenia historii, nie jest źle czasami się pomylić. Przedtem nagraliśmy "Keys To Ascension", jest to wspaniały projekt, ale nie otrzymał żadnej promocji, bo firma płytowa była za mała. Ale to nie znaczy, że muzyka nie jest dobra. "Open Your Eyes" był bardzo trudnym okresem. Chcieliśmy spokojnie nagrać płytę, taką jak "The Ladder", ale menagement nakazał: "Zróbcie ten album, jedźcie w trasę, przypomnijcie o zespole!". Była to nowa firma, więc słuchaliśmy ich, w nadziei że wiedzą co robią.

Tak więc "OYE" był płytą bardziej dla pieniędzy niż z serca...

Owszem. Napisali go dwaj ludzie, podczas gdy "The Ladder" - sześciu ludzi. "Fragile", "Close The The Edge" - wszystkie stworzyło sześciu ludzi. [Prawdopodobnie Anderson dolicza Eddy'ego Offorda - przyp. RD] Zawsze wykonywane i rozwijane przez szóstkę. Ja i Steve pisaliśmy teksty i melodie, jednak dawaliśmy każdemu szansę rozwijania jego pomysłów w tym obrębie. Myślę, że i podobnie [jak w przypadku OYE] było przy "Big Generator", gdzie za muzykę odpowiadali Trevor [Rabin] i Chris. Nie słyszy się za wiele Tony'ego Kaye. Ja tam śpiewam tylko dlatego, że Trevor i Chris tego chcieli. Nie byłem zadowolony z pracy nad tym albumem. Nie byłem zdolny do włożenia mojej energii w "Big Generator". [Producent] Trevor Horn trzymał się swojego pomysłu na Yes. Chciał mnie trzymać od tego jak najdalej. Najchętniej nie pozwoliłby mi z nimi ćwiczyć. Tak więc musiałem opuścić grupę, aby tworzyć swoją muzykę z ABWH. To jest praca z ludźmi, w nadziei, że wiedzą co robią. Czasami nie można powiedzieć: "Albo moje, albo wcale!". Czasami trzeba być elastycznym, ale zdarza się czuć "Kurcze, chciałbym nie być taki elastyczny!". W przypadku "The Ladder" powiedziałem, że nie zrobiłbym kolejnego albumu, dopóki nie zrobimy tego właściwie. I to uczyniliśmy. We właściwy sposób. Mam rację! Wierzę w tę grupę, wierzę w Chrisa, w Alana, Billy'ego, Steve'a i Igora. W ich muzyczne zdolności. Kiedy mówię "Chcę to zrobić w taki sposób", oni też tego chcą. Po "90125" menagement powiedział - "Zróbcie kolejny wielki hit!". Straciliśmy zatem dwa lata i dwa miliony dolarów, próbując zrobić kolejny wielki hit. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki - wiedziałem, że to nie zadziała.

Ile jest prawdy w stwierdzeniu, że wewnątrz zespołu są dwie frakcje - zwolennicy popu z Chrisem, Alanem i Billym - oraz ty i Steve jako obrońcy progresywności?

Muzycznie, jesteśmy bardzo rozwojowi [różne rozumienie słowa progressive przez obu rozmówców - przyp. RD] , jesteśmy muzycznie szczęśliwi, także nastawieni komercyjnie. Myślę sobie i [Jon Anderson, jak zwykle pogodny]wierzę w to głęboko, że wszystko co zrobiliśmy z Yes było zawsze komercyjne. Przychodzi taki czas, że "komercyjna" może być banda przystojnych 26-latków śpiewających o "sex and drugs". Może nie być to banda 40-latków, śpiewających o rozterkach duchowych. Może to być zespół disco, elektronika. Tak więc Yes osiąga lub nie osiąga sukces, jest albo nie jest komercyjny - ponieważ po prostu ciągle robimy to samo. Idziemy prostą drogą, a zmiany w modzie są jak pogoda. Czasami David Bowie jest bardzo, bardzo popularny, czasami David Bowie popularny nie jest. Jeden, dwóch ludzi może być na fali przez cały czas, może Elton John. Nie zawsze Michael Jackson, nie zawsze Stonesi. W górę i w dół, niczym jo-jo. Być może z "The Ladder" osiągniemy sukces. Mam taką nadzieję, gdyż jest to najlepsza rzecz jaką stworzyliśmy wspólnie od długiego czasu.

Jaki jest obecny status Igora Koroszewa w zespole? Czy ostatecznie uczyniliście go pełnym członkiem?

Należy on do grupy. Być może na jego urodziny zostanie pełnoprawnym członkiem, ale dla mnie i tak nim jest.

Gdy rozmawiałem z poprzednikiem Igora, Rickiem Wakemanem, parę miesięcy temu, powiedział mi, że wszelkie kontakty pomiędzy tobą, a nim są zakończone, podobnie jego współpraca z Yes. Czy czujesz tak samo, czy istnieje potrzeba przemyślenia tego wszystkiego?

Wciąż bardzo cenię Ricka Wakemana. Szanuję to co zrobił z grupą. Przechodził trudny okres. Ale przy okazji "The Ladder" pokazaliśmy czym jesteśmy.

Steve Howe powiedział mi ostatnio, że zagracie trochę dawno niesłyszanej klasyki na nadchodzącym europejskim tournee. Nie wykluczył także ewentualności, że zaśpiewasz coś z "Dramy". Co się stało z tymi planami?

Nie wiem, nie słyszałem o tym. Gramy "Perpetual Change", którego nie było od dawna. Jest to dzisiaj bardzo prawdziwe - życie jest nieustanną zmianą. Będzie trochę niespodzianek. Wykonujemy "Awaken" na tej trasie. Jeśli nie bylibyśmy ostrożni, każdej nocy gralibyśmy po siedem godzin, a tego nie chcę.

Jak długo według ciebie zespół będzie utrzymywał swoją aktywność, przecież niektórzy z was zbliżają się do sześcdziesiątki...

Nie wiem. W przyszłym roku mamy trasę. Wtedy zrobimy sobie przerwę i pomyślimy nad tym.

Rozmawiał Sven Kardelke z Kuno Online.


Na Yesomanii od 29 listopada 1999.

   POWIĄZANE:

Dane o tej płycie

Jazzcat: the Ladder
...Są na TL momenty niebywałej urody, ale pałętają się po całej płycie, jakby czekając, aż ktoś je wszystkie powyławia i ułoży sobie z nich w głowie jakiś jeden utwór....
Autor: Piotr "Jazzcat" Pacyna (Yesomania / Taboo)
Dodane: 9 marca 2003.

Nautilus: The Ladder
...wreszcie słychać, że jest to ZESPÓŁ, a nie grupa starszych panów przypadkowo zebranych w studiu, aby wydusić jeszcze parę dolców z kieszeni starych fanów...
Autor: Szymon Tarkowski (Nautilus Web Zine)
Dodane: 15 kwietnia 2001.

Yes - tourbook z trasy The Ladder
Fotografie z kanadyjskiego tourbooka z trasy The Ladder (1999)
Dodane: 1 lipca 2000.

Wywiad z Chrisem Squire
Wywiad z Chrisem Squire - basistą Yes (z Tylko Rocka)
Autor: Wiesław Weiss (Tylko Rock 12/1999)
Dodane: 12 lutego 2000.

Tylko Rock: The Ladder
...The Ladder to płyta zdecydowanie piosenkowa. Oczywiście, piosenkowa jak na Yes, bo w ujęciu globalnym nowe kompozycje zespołu są nadal niezwykle wyrafinowane...
Autor: Grzegorz Czyż (Tylko Rock 12/1999)
Dodane: 12 lutego 2000.

The Ladder - opinie Yesomaniaków[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Dodane: 2 lutego 2000.

The Ladder - opinie[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Autor: Marek Jedliński (Yesomania)
Dodane: 2 lutego 2000.

The Ladder - opinie[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Autor: Witold Czuszyński (Yesomania)
Dodane: 2 lutego 2000.

The Ladder - recenzja z Metal Hammera
...Mamy tu wspaniale instrumentalne popisy, ładne linie melodyczne, powolne stopniowanie napięcia i królujący nad wszystkim charakterystyczny, szlachetny głos Jona Andersona. To finał godny najwspanialszych płyt wszechczasów...
Autor: Artur Chachłowski (Metal Hammer 1/2000)
Dodane: 3 stycznia 2000.

Robert: The Ladder
Autor: Robert Drózd
Dodane: 23 września 1999.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd