Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > FAKTY > HISTORIA

Historia Yes 1988-1998

Robert Drózd


Tym razem wydawało się, że nastąpił koniec dziejów grupy. Jednak rok 1989 był jednocześnie dwudziestym od czasu powstania Yes. Takiej okazji nie mogli przepuścić przede wszystkim promotorzy i firma płytowa. Pod hasłem wielkiego jubileuszowego koncertu udało się zebrać razem klasyczny skład Yes: Anderson, Howe, Wakeman, Squire, Bruford. Nie doszło jednak do pełnej reaktywacji zespołu - Squire pokłócił się z kolegami i opuścił ich. Ci słusznie uznali, że nic straconego i obędą się bez Squire'a, na którego miejsce zaangażowali Tony'ego Levina, basistę King Crimson. Reaktywacja Yes była dobrym rozwiązaniem dla większości muzyków. Howe zdążył opuścić Asię, która coraz bardziej pogrążała się w miałki pop, także próby grania ze Stevem Hacketem w zespole GTR nie przyniosły powodzenia. Bruford i Levin odnieśli wcześniej niesamowity sukces, grając w King Crimson, ten jednak już od paru lat nie istniał - jego lider, ekscentryczny gitarzysta Robert Fripp po prostu go rozwiązał nie pytając nawet kolegów o zdanie. A Wakeman - on robił swoje tzn. wydawał co roku kilka nowych płyt, które coraz trudniej znajdowały nabywców. Również Anderson nie mógł się odnaleźć jako artysta solowy. Mieliśmy zatem Yes w nieco okrojonym składzie, bo bez oryginalnego basisty, ale na pewno bardziej reprezentatywnym niż skład z Rabinem w roli głównej. Jednak w przybraniu oryginalnej nazwy, przeszkodził artystom ich niedawny kolega, Chris Squire. W maju 89 roku sąd w Los Angeles zadecydował, że to właśnie Squire ma prawo do używania nazwy "Yes", gdyż był w zespole od początku i nigdy zeń nie odchodził. [ABWH w nieco innej kolejności...]Muzycy się nie poddali. Nagrali płytę "Anderson Bruford Wakeman Howe" i taką też nazwę przybrali (określaną skrótowo jako ABWH). Album nagrany został z ogromnym zaangażowaniem, wszyscy chcieli udowodnić, że są w takiej samej formie jak w latach 70 i że błędem było to co Yes robił potem. Niestety płyta jest słabsza niż to co wydane zostało w latach 70. Brakowało przede wszystkim... Squire'a. Levin, choć jest doskonałym muzykiem nie potrafił go zastąpić i w zasadzie nie wyszedł nigdy poza rolę sidemana. Była to jednak muzyka zbliżona do "klasyki" i dlatego album odniósł umiarkowany sukces. Podobnie było z trasą koncertową pod hasłem "An Evening Of Yes Music Plus...". No cóż, ludzie przede wszystkim oczekiwali na pierwszy człon tej nazwy, "Plus" już trochę mniej intrygował... Ale euforia minęła szybko. ABWH uznano za kolejny zlot dinozaurów, a poza wiernymi fanami mało kto się tym wszystkim interesował. Bo to nie był Yes... A co się działo w obozie Chrisa Squire'a, właściciela nazwy? Otóż Squire, Rabin, Kaye i White przystąpili do nagrywania nowej płyty. Wokalistą, podobnie jak w czasie prób zespołu Cinema został Rabin. Jednak wytwórnia postawiła wyraźne veto: ma wrócić Anderson. Jon nagrywał w tym czasie nowy album ABWH, trzeba dodać, słabszy niż poprzedni. Dlatego, Anderson nie powiedział "nie". Zaproponował mianowicie wydanie tych dwóch albumów pod jednym szyldem. Yes - "Union". Oba zespoły nawet nie spotkały się w studiu. Jedynie Anderson udzielił swojego wokalu w kawałkach nagranych z Rabinem, a Squire dołożył chórków do piosenek ABWH. Album uzupełniło kilka kompozycji solowych. Ale najważniejszą konsekwencją "Union" była wielka trasa koncertowa, "Yeshows 91". Koncerty wyglądały co najmniej niezwykle: dwóch gitarzystów, perkusistów i klawiszowców. Dobrze chociaż, że wokalista jeden... Yes zdobywał takie przydomki jak "Frankenstein" lub "Ośmiogłowe monstrum". Wielka trasa z kolei była pretekstem do wydania aż 3 składanek i 2 kaset video. Oczywistym jednak było, że wielka reaktywacja jest tylko chwytem komercyjnym (wytwórnia decydowała nawet o tekstach utworów!) i po zakończeniu "Yesshows 91" doszło do ponownego rozstania. Nawet nie próbowano utrzymywać dłużej tej "unii".

No tak, ale Squire był zobowiązany kontraktem do nagrania jeszcze jednej płyty, którą stworzył skład z lat 80: Chris, Jon, Trevor, Tony i Alan. "Talk" z 1994 roku muzycy potraktowali jako konieczną pańszczyznę, nie chcieli go w ogóle promować, nie wyszedł żaden singiel. O dziwo jest to płyta całkiem dobra, może niewiele lepsza niż "Union", ale na pewno spójna i interesująca. Fanów zachwyciła pierwsza od 17 lat suita: "Endless Dream". Okazało się, że nawet z Rabinem Yes mógł nagrać płytę konkurującą urokiem z "klasyką". Jednak sam gitarzysta nie był już zainteresowany współpracą z Yes i przeszedł do reaktywowanego Supertramp. Fakt ten był sygnałem do znaczących zmian w zespole.

Stało się. Squire pozbył się Tony'ego Kaye'a, który przez kilkanaście lat miał śladowy wpływ na twórczość grupy. Wrócili Howe i Wakeman. Rok 1995 huczał od zapowiedzi. W dniach od 4 do 6 marca 1996 w San Luis Obsipo w Kaliforni odbyły się 3 koncerty nowego Yes. Nieprzypadkowo wybrano USA. Właśnie tam jest obecnie największe skupisko fanów zespołu, także większość muzyków tam mieszka. Koncerty były ogromnym sukcesem, ściągnęły na nie tłumy z całej Ameryki. Frenetyczną reakcję widowni można zobaczyć na zdjęciach np. z NFTE, a także usłyszeć na dwóch płytach, gdzie skompilowano materiał z koncertów. Najpierw, już w 1996 ukazała się, złożona z 2CD "Keys To Ascension", które poza kilkudziesięciominutowym setem koncertowym zawierały dwa tak długo oczekiwane nagrania studyjne. Nie powalały, ale mieściły się w górnej strefie stanów średnich i pozwalały dobrze myśleć o przyszłości. Kolejnym dwupłytowym albumem były "Keys To Ascension 2", wydane pod koniec 1997. Tym razem poza dalszymi nagraniami koncertowymi było aż 45 minut nowych utworów, długich, rozbudowanych, bogatych brzmieniowo. Na wysokim poziomie, choć jak się okazuje kilka z nich było skomponowanych jeszcze wiele lat wcześniej. Niestety, gdy w sklepach pojawiła się KTA2 fani wiedzieli już o smutnym wydarzeniu. Ponownie odszedł Wakeman. Powody tego są niejasne - po prostu złożył takie oświadczenie. Potem w wywiadach pojawiały się różne wyjaśnienia. Doszło ponoć do kontrowersji w ustalaniu terminów trasy koncertowej. Gdzie indziej można się było dowiedzieć, że przy miksowaniu KTA2 pominięte zostały niektóre fragmenty stworzone przez Wakemana. W innym wywiadzie Rick stwierdził, że brakowało mu inspiracji artystycznej i pragnął rozwiązania zespołu na jakieś dwa lata, coby taką inspirację zdobyć, a to nie zyskało aprobaty jego kolegów. W miejsce Ricka przyszli dwaj nowi, młodzi muzycy. Są nimi: Billy Sherwood (gitara, klawisze), który współprodukował kilka poprzednich albumów Yes, a także Igor Koroszew (klawisze), [Yes w roku 1997]Rosjanin mieszkający w Bostonie. Z udziałem tego pierwszego powstała kolejna studyjna płyta Yes. Zespół nie chciał jej wydawać, wymusiła to wytwórnia płytowa. "Open Your Eyes" wydane na przełomie 1997 i 1998 roku wypełniają głównie piosenki, proste, można powiedzieć: popowe. Z braku materiału wykorzystano gotowe kompozycje na płytę solową Squire'a i Sherwooda, dlatego OYE bliższe jest muzyce z lat 80 niż "Keys To Ascension". Mimo braku Wakemana trasa promująca "Open Your Eyes" była bardzo udana. Szczególnie można tak mówić w przypadku Polski, gdzie w marcu 1998 Yes dał trzy razy wspaniały show, grając w Warszawie, Katowicach i Poznaniu. W sierpniu 1998 miała miejsce jubileuszowa trasa koncertowa, z okazji 30-lecia istnienia grupy. Szkoda tylko, że nie w oryginalnym składzie z Peterem Banksem, który miał nawet ochotę zagrać, ale sprzeciwił się temu Howe. Pod koniec 1998 roku zespół przystąpił do nagrywania nowej płyty, "The Ladder".

Tyle historia. To co z Yes'ami dzieje się dalej można przeczytać w dziale Aktualności.




Na Yesomanii od 7 lutego 1999.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd